Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Zaplanowana awaryjność produktów
Udostepnij
Artykuły: Zepsute tuż po gwarancji PRO-TEST: Nr 5 (155) maj 2015
 Zaplanowana awaryjność produktów Zaplanowana awaryjność produktów Zepsute tuż po gwarancji

Tobie też coraz częściej zdarza się, że urządzenia psują się tuż po upływie gwarancji? Czyżby producenci celowo skracali żywotność sprzętów? O planowanej awaryjności produktów mówi się coraz głośniej. Czy to tylko mit czy może producenci faktycznie planują postarzanie produktów?

 

Telewizor zepsuł się po trzech latach? Zwracasz się do serwisu producenta, a tam… dowiadujesz się, że część, która uległa awarii, nie jest już produkowana. Telewizor, który kosztował 5 tys. zł, nadaje się już tylko na śmietnik… Takich historii słyszymy coraz więcej. Urządzenia psują się wcześniej niż dawniej, ale naprawa nie jest możliwa. Trzeba kupić nowy model – konsument znów wydaje pieniądze, a biznes się kręci.

 

Sposób na kryzys

 

To zjawisko to właśnie zaplanowana awaryjność produktów. Jako przykład na potwierdzenie tezy, jakoby producenci umyślnie skracali żywotność urządzeń, podaje się zawiązany w 1924 roku kartel żarówkowy, zwany też kartelem Phoebusa. Najwięksi producenci żarówek umówili się wtedy, że ograniczą działanie swoich żarówek do 1000 godzin. Żarówka miała teraz świecić o ponad połowę krócej niż w memencie wynalezienia jej przez Thomasa Edisona. W latach 30. ubiegłego wieku część polityków i ekonomistów twierdziło, że spisek żarówkowy ma moc uzdrowienia gospodarki z wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych.

 

Skracanie cyklu życia urządzenia – nieważne, czy zarządzone przez państwo, czy specjalistów od marketingu – zmusza klientów do kupowania, nakręca konsumpcjonizm. Taka sytuacja jest na rękę producentom, którzy na rynku nasyconym do granic możliwości, szukają wszelkich sposobów, by sprzedawać więcej i więcej.

 

Europa działa, Polska – nie

 

Mimo że na świecie powstają różne fora i organizacje, do których konsumenci zgłaszają przypadki zbyt szybko zepsutych urządzeń, bardzo trudno jest złapać producenta za rękę i udowodnić, że zaplanował moment, w którym nastąpiła awaria. Nie znaczy to jednak, że organizacje konsumenckie i ekologiczne na świecie nic nie robią…

 

Na przykład w Niemczech Urząd ds. Ochrony Środowiska rozpoczął badanie, w którym sprawdza czas funkcjonowania urządzeń. Pierwsze wyniki już są: Okazuje się, że udział urządzeń, które zepsuły się przed upływem pięciu lat od zakupu, wzrósł ponad dwukrotnie – z 3,5% w 2004 roku do 8,3% w 2013.

 

Francja z kolei zamierza prawnie zakazać skracania żywotności produktów. Producentom i importerom, którzy zostaną złapani na gorącym uczynku, ma grozić kara do dwóch lat więzienia i grzywna w wysokości nawet 300 tys. euro.

 

Również Szwajcarzy zajęli się problemem planowania awaryjności. Tamtejsza federacja konsumentów zbiera na razie zgłoszenia konsumentów w sprawie szybkiego psucia się sprzętu. Ma ich już kilkaset.

 

A jak sprawa wygląda u nas? Niestety polskie instytucje w kwestii planowanej awaryjności produktów nie robią nic. – Polska zatrzymała się na etapie reklamacji butów, z którą przez 30 lat nie możemy sobie poradzić – stwierdza Piotr Koluch, redaktor naczelny „Pro-Testu”.

 

Tanie działa krócej

 

A co wynika z testów produktów? Zdarza się, że ich wyniki dają wiele do myślenia… weźmy na przykład takie odkurzacze: Część, która najczęściej się w nich psuje, to szczotki silnika (80% wszystkich awarii) – po prostu się wycierają. Wtedy odkurzacz nie nadaje się już do niczego, bo wymiana jest zbyt droga. Mała część w silniku przesądza w ten sposób o żywotności całego odkurzacza. A czym jest spowodowanych pozostałe 20% awarii odkurzaczy? Z testów wynika, że ułamaniem któregoś z elementów.

 

Generalnie można dostrzec, swoją drogą mało zaskakujący, trend: Częściej psuje się tani sprzęt niż drogi. Na przykład szansa, że pralka za ponad 2800 zł przejdzie pomyślnie test trwałości, jest większa niż ma to miejsce w przypadku modeli za mniej niż 2000 zł. Takie graniczne ceny można określić w stosunku do wielu grup produktów. Załóżmy wiertarki za mniej niż 200 zł mają dużą szansę na to, że szybko wylądują w śmietniku.

 

Niemniej jednak nie zawsze niska cena świadczy o kiepskiej trwałości. Zdarzają się bowiem prawdziwe okazje – tanie urządzenia o bardzo dobrej jakości. Przykłady można by mnożyć przeglądając wyniki naszych testów.

 

Wypracować kompromis

 

Wspomniany przykład odkurzaczy daje podstawę do zadania pytania: Czy producenci specjalnie robią zbyt krótkie włosie szczotek, planując tym samym moment, w którym odkurzacz się zepsuje? Prof. Albert Albers z Instytutu IPEK zajmującego się rozwojem produktów na Politechnice w Karlsruhe w Niemczech potwierdza, że producenci planują, ile czasu ich produkt ma działać. – Określają scenariusz użytkowania produktu dla danej grupy konsumentów i na tej podstawie ustalają żywotność urządzenia – tłumaczy ekspert. W tym celu konstruktorzy planują poszczególne części sprzętu – długość włosia szczotek, grubość kół zębatych, wydajność kondensatorów – tak, żeby wytrzymały zaplanowany czas użytkowania sprzętu.

 

Im coś jest bardziej wytrzymałe, tym jest droższe. Wiertarka dla profesjonalistów wymaga większych nakładów podczas produkcji niż wiertarka do użytku domowego. Jednocześnie producenci są stale pod presją kosztów produkcji. – Inżynier musi jak najdokładniej zaplanować czas użytkowania sprzętu i znaleźć jak najkorzystniejsze rozwiązanie – tłumaczy prof. Albers. – Chodzi o to, by urządzenie było tak dobrej jakości jak to tylko możliwe przy jak najmniejszych wydatkach na jego produkcję.

 

Czy jednak można mówić o strategii konstruowania urządzeń ze słabymi ogniwami, które jako pierwsze się zepsują? – To by było marnotrawstwo – uważa ekspert. Jeśli bowiem jakaś mała część, na przykład szczotka silnika, bardzo szybko się zepsuje, jest to dla producenta nieekonomiczne, bo oznacza, że pozostałe części odkurzacza okazały się być za drogo wyprodukowane. Pod względem ekonomicznym i ekologicznym najlepiej byłoby, gdyby wszystkie części produktu zepsuły się w tym samym momencie.

 

Żywotność szczoteczki to tajemnica Poliszynela

 

Dobrze byłoby też, gdyby konsumenci mogli rozpoznać, jaki czas użytkowania producent zaplanował dla danego urządzenia. Tymczasem to jedna wielka niewiadoma. Rzadko zdarza się, żeby serwis tak otwarcie to ujął, jak w przypadku pisma do jednego z konsumentów w Niemczech, który – po tym jak trzecia z kolei – szczoteczka elektryczna Braun zepsuła mu się niedługo po zakupie. Serwis producenta na piśmie wyjaśnił mu, że żywotność akumulatora jest obliczona na około trzy lata przy założeniu, że szczoteczki używa jedna osoba, dwa razy dziennie po dwie minuty. Niezbyt długo jak na urządzenie, za które konsument zapłacił w przeliczeniu 600 zł… Niestety niemieckim dziennikarzom z magazynu „Test”, którzy opisali tę sprawę, przedstawiciele Brauna nie chcieli już oficjalnie potwierdzić przewidywanego okresu żywotności szczoteczki.

 

Podobny przypadek przydarzył się w Niemczech pewnemu klientowi serwisu smartfonów HTC. Usłyszał on od pracownika serwisu, że telefony HTC działają około dwóch lat. Niestety tu znów firma nie potwierdziła dziennikarzom oficjalnie tego faktu.

 

W pogoni za nowym

 

Producenci elektronarzędzi rozdzielają swoje urządzenia na różne linie – na przykład Bosch produkuje niebieskie narzędzia dla profesjonalistów, zielone do użytku domowego, a pod marką Skil oferuje urządzenia dla poczatkujących. Testy wiertarek potwierdzają, że osobie, która musi wywiercić tylko parę dziur w ścianie w ciągu roku, wystarczy tani sprzęt Skil. Jeśli zaś wiertarki trzeba używać niemal codziennie, nie obędzie się bez modelu oznaczonego kolorem niebieskim, który jednak do tanich nie należy.

 

Urządzenia elektroniczne, takie jak telewizory, notebooki czy smartfony nie są badane w testach, które publikujemy, pod względem trwałości. Dlaczego? Bardzo wydłużyłoby to czas badania. Symulacja siedmioletniego użytkowania telewizora zajęłaby półtora roku. Po zakończeniu takiego testu wiele modeli byłaby już dawno wycofana z rynku. Dlatego w przypadku urządzeń o szybko zmieniających się modelach konsumenci nie mają informacji na temat ich trwałości.

 

Jak już się coś popsuje, to w serwisie częściej niż dawniej słyszymy: „tego nie da się już naprawić”. A jeśli nawet się da, to i tak niewiele zmienia, bo zazwyczaj się to po prostu nie opłaca. Dlaczego? Przyczyną może być fakt, że komputery, aparaty czy telefony mają coraz mniejsze obudowy. Małe urządzenia są też często tak skonstruowane, że po prostu nie da się wymienić w nich jakiejś części, na przykład baterii.  

 

Jednocześnie widać pewien trend: Głównie mała elektronika – komórki czy aparaty – lądują w szufladzie, mimo że wciąż dobrze działają. W ankiecie przeprowadzonej wśród konsumentów 42% osób przyznało, że po dwóch latach użytkowania smartfona wymieniają go na nowy. Przeważnie dlatego, że jest… lepszy od starego.

 

Chęć wypróbowania i posiadania nowych rzeczy zauważyli psychologowie. – To właśnie dlatego kupowanie sprawia nam przyjemność – wyjaśniają. Skrzętnie wykorzystują to specjaliści od marketingu, dbając o to, żeby produkty, również w naszej głowie, szybko się starzały. Nowy model smartfona jest zazwyczaj tylko trochę ładniejszy od poprzedniego i ma parę, nawet mało przydatnych, zastosowań, ale to wystarczy, by skusić konsumentów do wymiany starego telefonu na nowy, mimo że tamten jeszcze działa bez zarzutu. Co ciekawe, takie liftingi produktów są planowane z wieloletnim wyprzedzeniem.

 

Jeśli lubimy kupować sobie nowe rzeczy – w porządku. Tylko lepiej byłoby samemu wybierać, co chcemy wymienić, a nie kupować nową pralkę czy odkurzacz, bo się za wcześnie zepsuły… 

PRO-TEST na Facebooku