Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Recenzja ze stoków narciarskich w Austrii
Udostepnij
Artykuły: Na narty do Austrii PRO-TEST: Nr 3 (164) marzec 2016
 Recenzja ze stoków narciarskich w Austrii Recenzja ze stoków narciarskich w Austrii Na narty do Austrii

Recenzja ze stoków narciarskich w Austrii

 

Na narty do Austrii

 

860 kilometrów tras narciarskich, 270 wyciągów i ponad metr świeżego śniegu – to wszystko czeka na narciarzy w austriackim regionie Ski amadé koło Salzburga. Brzmi zachęcająco? Sprawdziliśmy, jak slogany z kolorowych prospektów mają się do rzeczywistości.

 

Ski amadé jest jednym z najczęściej wybieranych alpejskich regionów do uprawiania zimowych sportów przez Polaków. Nic dziwnego, to część Alp położona stosunkowo blisko naszego kraju. Dojazd jest dobry. Odległość od Warszawy to około 1100 km. Właśnie dlatego Fundacja Pro-Test postanowiła przetestować stoki narciarskie w tym regionie.

 

Narciarski świat

 

Na Ski amadé składa się aż pięć rejonów nastawionych na sporty zimowe. Ale do korzystania ze wszystkich tras i wyciągów wystarczy tylko jeden skipas. Tylko… albo aż. Bo zimowa frajda do tanich nie należy. Za karnet sześciodniowy w lutym dorośli muszą zapłacić 224 euro, dzieci zaś – 112. Czasem można trafić na różne promocje, na przykład takie, w których dzieci mogą jeździć za darmo, ale pod warunkiem, że skipasy zostaną kupione dla rodziców. Inna promocja, o nazwie „Ladies Week”, to coś dla pań: w wybranym terminie wszystkie kobiety dostają darmowy skipas na sześć dni. Jest jednak pewien warunek do spełnienia: promocja dotyczy tylko tych osób, które wykupią siedmiodniowy nocleg w jednym z rekomendowanych hoteli. Problem w tym, że nie są to najtańsze możliwości zakwaterowania. Dlatego przed skorzystaniem z promocji warto sprawdzić, czy wykupując nocleg w tańszym hotelu lub pensjonacie (najmniej wyniesie nas spanie w kwaterach prywatnych – od ok. 20 euro od osoby za dobę), a do tego płacąc za skipas, nie wydamy mniej.

 

W naszym teście skupiliśmy się na siedmiu narciarskich miejscowościach położonych w rejonie Salzburger Sportwelt. Szczegółowej ocenie poddaliśmy między innymi: przygotowanie stoków, różnorodność tras, dostosowanie dla dzieci, narciarzy początkujących, a także dodatkowe atrakcje, takie jak skocznie i rampy dla snowboardzistów. Sprawdziliśmy też, czy na stokach panuje tłok i czy na jazdę wyciągiem trzeba długo czekać. Pod lupę wzięliśmy też same wyciągi, a także infrastrukturę, w tym choćby miejsca, w których można coś zjeść na stoku.

 

Gdzie się posilić?

 

Tych ostatnich, czyli barów i restauracji, jest w narciarskim świecie Ski amadé aż 267. Nie wszystkie jednak zachwyciły testujących. Oceny wahają się od dostatecznej do bardzo dobrej. Kiedy pogoda jest słoneczna, zwykle nie ma problemu ze znalezieniem wolnego stolika, choćby na świeżym powietrzu, nawet w porze lunchu (od 12.00 do 14.00). Ale gdy warunki atmosferyczne nie zachęcają do odpoczynku na dworze, znalezienie miejsca w wielu barach na stoku graniczy z cudem. Tłok to jednak nie jedyny problem, z którym musimy się liczyć.

 

Jak można się domyślać, ceny w takich barach i restauracjach są stosunkowo wysokie. I tak na przykład na herbatę lub kawę wydamy od 1,80 do 2,20 euro (ok. 10 zł), gorąca czekolada będzie nas kosztować blisko 3 euro (15 zł), tyle samo wydamy na szarlotkę, frytki kosztują średnio 3,20 euro (ok. 15 zł), za hamburgera z frytkami zapłacimy zaś 5,20 euro (ponad 20 zł). Specjalnością austriackich kurortów jest Germknödel. To rodzaj knedla z makiem i sosem waniliowym. Na taki przysmak wydamy około 5-6 euro (ponad 20 zł), ale z pewnością doda nam energii na dalsze szusowanie po stokach.

 

W naszym teście ocenie poddaliśmy też toalety, głównie pod kątem wygody korzystania z nich przez narciarzy w strojach i butach narciarskich.

 

Bezpieczna jazda

 

Przejdźmy jednak do tego, co dla narciarzy najważniejsze – tras zjazdowych. W naszym teście oceny za stoki mają największy wpływ na ocenę końcową. Przyjrzeliśmy się przede wszystkim przygotowaniu stoków do jazdy. Badania były przeprowadzane w różnych warunkach pogodowych: zarówno gdy padał śnieg, jak i wtedy, kiedy świeciło słońce; kiedy chwytał silny mróz, jak również gdy temperatura wzrastała nieco powyżej zera. Jakość śniegu na trasach zjazdowych zależy przecież od warunków atmosferycznych. Do osób nadzorujących stoki należy więc ich przygotowanie dla narciarzy tak, aby ze zjazdu można było czerpać jak najwięcej przyjemności i – co jeszcze ważniejsze – by zapewnić bezpieczeństwo zjeżdżającym.

 

Co jakiś czas media donoszą o nieszczęśliwych skutkach upadku lub kolizji na nartach. Udoskonalany z sezonu na sezon sprzęt sportowy i czekające na narciarzy trasy pozwalają nabierać bardzo duże prędkości. Nawet amatorzy narciarstwa mogą osiągać na stoku prędkość do 80 km/h. Bywa, że kondycja i umiejętności nie są wystarczające, aby uniknąć nieszczęśliwych wypadków. Również tłok na stokach nie sprzyja bezpiecznej jeździe. Dlatego zachowanie środków ostrożności przez samych narciarzy na stoku to podstawa. Ale to tylko jedna strona medalu. Części wypadków można by uniknąć, gdyby stoki były odpowiednio przygotowane.

 

Nie do pomyślenia są na przykład wystające spod śniegu kamienie. Na szczęście na takie przeszkody narciarze i snowboardziści jeżdżący w Ski amadé raczej się nie natkną. Utrudnienia, jakie mogą ich czekać, to co najwyżej ciężki śnieg zbierający się w muldy. Muldy te pod koniec dnia mogą skutecznie utrudniać jazdę i stwarzać niebezpieczne sytuacje. Zwłaszcza przy padającym śniegu i słabej widoczności. Tak właśnie było na stokach w Radstadt. Stąd ocena za przygotowanie tras nie mogła być wyższa od dostatecznej. Również w Altenmarkt stoki nie były dobrze przygotowane. Ratrak, który wygładzałby śnieg to rzadki widok w tych miejscowościach. Co innego w Zauchensee – tutaj ratrak pracował i – co ważne – efekty tej pracy były widoczne na trasach. Najlepiej przygotowane stoki były we Flachauwinkl oraz właśnie w Zauchensee. Również atrakcyjność tras w tych dwóch miejscowościach została oceniona najwyżej. Stoki Radstadt także mogą przypaść do gustu wytrawnym narciarzom, o ile będą lepiej przygotowane niż w momencie przeprowadzania naszego testu. Największa różnorodność tras czeka na nas natomiast we Flachau. Minusem tej miejscowości jest niestety częsty tłok panujący na trasach. Przygotowanie stoków też pozostawiało nieco do życzenia.

 

Mocniejsze wrażenia

 

Dodatkowe plusy testowane miejscowości mogły zebrać za takie atrakcje, jak muldy, rampy czy skocznie. Najchętniej korzystają z nich snowboardziści, ale i narciarze spragnieni mocniejszych wrażeń mogą wyskoczyć na rampie lub przejechać się po halfpipie. Specjalne parki takich atrakcji znajdują się we Flachauwinkl, na stokach położonych po prawej stronie drogi prowadzącej z Flachau. Po drugiej stronie tej drogi jest kilka tras dla amatorów bardziej statecznego zjeżdżania. Ze stoku po jednej stronie drogi można szybko i bezproblemowo przedostać się na oddalone o kilkaset metrów trasy po drugiej stronie jednym z bezpłatnych autobusów kursujących na tyle często, że praktycznie nie marnujemy czasu na oczekiwanie na transport. Jeżeli będziemy mieli szczęście, trafimy na bardziej niecodzienny rodzaj transportu – kolejkę ciągniętą przez traktor.

 

Taka kolejka to atrakcja przede wszystkim dla dzieci. Z myślą o nich właśnie powstały w testowanym przez nas regionie liczne miejsca, w których najmłodsi narciarze będą mogli bezpiecznie szkolić się w sztuce zjeżdżania. Najlepiej dostosowane dla dzieci były stoki we Flachau i Altenmarkt, gdzie maluchy mogą, pod okiem instruktora lub rodziców, śmigać po oślej łączce i wjeżdżać na nią za pomocą wyciągu-wyrwiłapki.

 

Starsi narciarze i snowboardziści również mogą wynająć instruktora. Za cztery godziny nauki w grupie początkujący zapłacą około 60-70 euro (warto poszukać dobrej oferty, bo ceny różnią się w zależności od szkoły i miejscowości). Pięciodniowy kurs kosztuje natomiast ponad 160 euro. Prywatna lekcja dla jednej osoby to już wydatek rzędu 100 euro za dwie godziny. We Flachau możemy podszkolić się pod okiem instruktorów ze szkoły samego Hermanna Maiera – narciarskiego mistrza świata, który zresztą pochodzi z tej miejscowości. Tutaj też możemy zjechać trasą Pucharu Świata nazwaną na cześć austriackiego narciarza.

 

Inna zjazdowa trasa Pucharu Świata znajduje się w Zauchensee. Jej długość wynosi blisko 3,5 km, różnica wysokości – 1280 m, a wrażenia z jazdy? Tutaj można sobie wyobrazić, jak naprawdę wyglądają zmagania olimpijskie podczas zjazdu. Ekran telewizora nie oddaje ich nawet w połowie.

 

Ogrzewanie na wyciągu

 

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie zjeżdżanie na nartach bez wyciągów. Tych w Austrii nie brakuje. To dobrze, bo dzięki temu do rzadkości należy oczekiwanie w kolejce na wjazd. Wszystkie testowane przez nas miejscowości zostały ocenione na czwórki lub piątki pod względem czasu oczekiwania w kolejkach.

 

W większości alpejskich kurortów trafimy na nowoczesne wyciągi, na których się nie marznie, a wsiadanie i wysiadanie z nich nie przysparza większych trudności. Niektóre wyciągi krzesełkowe, przede wszystkim we Flachau, mają nawet podgrzewane siedzenia, aby podczas wjeżdżania nimi na mrozie można było choć trochę się ogrzać. Ten sam cel spełniają zamykane plastikowe pokrywy, pod którymi można schronić się, kiedy wieje nieprzyjemny wiatr lub pada śnieg.

 

Jednak nawet na alpejskich stokach można trafić na starsze wyciągi, nie wyposażone w powyższe udogodnienia. Jeżeli zależy nam na wygodzie wjeżdżania pod górę i nie lubimy marznąć, omińmy miejscowości Altenmarkt i Alpendorf. Tamtejsze wyciągi mają już swoje lata. Nawet wsiadanie i wysiadanie z nich wymaga od narciarza większego skupienia i wysiłku. Raczej nie obędzie się bez siniaków nabitych przez uderzające w tył nogi podjeżdżające krzesełko.

 

W testowanych przez nas miejscowościach z doliny na górę prowadzą wyciągi gondolowe. Są one szczególnie wygodne, a jazda nimi jest przyjemna. W każdej gondoli mieści się od czterech do ośmiu osób. Do wyższych partii gór dostaniemy się już wyciągiem krzesełkowym. Orczyki w opisywanym przez nas regionie należą do rzadkości.

 

Do domu

 

Jeżeli przyjedziemy do Ski amadé nawet bez własnego sprzętu, nie ma problemu. Przy dolnych stacjach wyciągów znajdują się jego wypożyczalnie. Pożyczenie nart na jeden dzień kosztuje od 16 do 29 euro w zależności od jakości sprzętu, butów zaś – od 7 do 30 euro.

 

Tym, którzy wolą szusować na własnych nartach i we własnych butach, polecamy odwiedzenie jednego ze sklepów, których przy stacjach gondoli nie brakuje. Trzeba się jednak liczyć z cenami wyższymi niż w sklepach bardziej oddalonych od stoków.

 

Po skończonym dniu szusowania po stokach czas wracać do domu. Zmęczeni narciarze raczej nie mają ochoty pokonywać zbyt długiej drogi do samochodu lub skibisu (bezpłatne skibusy łączą część miejscowości). Na szczęście w większości przypadków nie muszą. Najpierw mogą skorzystać z ruchomych schodów, które znajdują się przy niektórych dolnych stacjach wyciągów i ułatwiają poruszanie się w butach narciarskich i z ciężkim sprzętem w rękach. Później już tylko kilkadziesiąt, góra kilkaset metrów do zaparkowanego samochodu. W testowanych miejscowościach parkingi były dobrze zorganizowane, nigdy nie brakowało miejsc i nigdy nie trzeba było pokonywać zbyt dużych odcinków do wyciągu. Narciarze jeżdżący do tej pory w Polsce lub na Słowacji, będą mile zaskoczeni – parkingi w Ski amadé są bezpłatne. W Zauchensee możemy zostawić samochód nawet pod dachem, na podziemnym parkingu, choć nieco problematyczna wydaje się konieczność uprzedniego pójścia do kasy wyciągu, aby następnie można było wyjechać bez opłaty za parking.

PRO-TEST na Facebooku