Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Zakupy z Grażyną Dobroń
Udostepnij
Artykuły: Mam się czym dzielić PRO-TEST: Nr 12 (72) grudzień 2007
 Zakupy z Grażyną Dobroń Zakupy z Grażyną Dobroń Mam się czym dzielić Nie zawsze jej życie układało się tak, jak oczekiwała. Jak udało jej się dokonać wielkich zmian? Co mówi o rodzinie, o ideałach i gdzie znalazła szczęście? To wszystko opowiedziała nam Grażyna Dobroń, która od lat prowadzi w radiowej Trójce audycję „Instrukcja obsługi człowieka”.

Świat Konsumenta: Jesteś jedną z kultowych postaci radiowej Trójki, obok Piotra Kaczkowskiego i Marka Niedźwieckiego, który niedawno odszedł – to z Waszymi nazwiskami kojarzy się Trójka. Ile lat tu pracujesz?

Grażyna Dobroń: O Boże! Bardzo długo! To jest ta odpowiedź nieprecyzyjna, a precyzyjna – 30.

ŚK: Praca w radiu to dla Ciebie powołanie, misja czy robisz to dla pieniędzy?
GD: Nie żartuj! Dla pieniędzy niewiele osób tu pracuje. Z radia publicznego nie da się żyć dostatnio.

ŚK: Audycja na temat zdrowego trybu życia była Twoim pomysłem?
GD: Ależ skąd! Poproszono mnie, żebym zajęła się tą tematyką, bo takie jest zapotrzebowanie społeczne. Ludzie powinni wiedzieć trochę więcej na temat własnej psychiki i emocji. Zadałam sobie wtedy pytanie: Dlaczego ja? Ja się w ogóle na tym nie znam. To było kilkanaście lat temu. Dopiero od jakiegoś czasu jestem świadoma pewnych rzeczy, procesów, o których przez wiele lat nie miałam pojęcia. Przedtem zajmowałam się w radiu polityką, pracowałam w sejmie. Bardzo ciekawe czasy: Olszewskiego, Pawlaka. Byłam tym całkowicie pochłonięta. I jak w takim czasie mogłam zgodzić się na to, by zająć się zdrowym stylem życia? Decyzję podjęłam, kiedy zauważyłam, że jak przychodzą do mnie psycholodzy czy ludzie, którzy radzą sobie z własnymi emocjami, z własnym życiem, to nie chce mi się przy nich palić i w ogóle robię się jakaś taka spokojna i radosna w środku. Pomyślałam: O co chodzi? Dlaczego ten stan niknie, kiedy oni wychodzą? Ja też tak chcę.

ŚK: I to Ci się udało. Nie znam bardziej pogodnej i radosnej osoby od Ciebie…
GD: Ale kilkanaście lat temu miałam bardzo trudny etap w życiu – miałam kłopot pod tytułem „alkohol w domu”.

ŚK: Piłaś?
GD: Ja nie, ale prawdopodobnie byłam osobą współuzależnioną. To był trudny czas, dzieciaki małe, a ja nie wiedziałam, jak poradzić sobie z tym problemem. I wtedy przypadkowo trafiłam na książkę „Jesteś kolorem” Annie Wilson i Lilli Bek. Autorka to kobieta, która, jak twierdzi, po leczeniu, ćwicząc hatha jogę, całkowicie wyleczyła się z nowotworu i od 10 lat była nauczycielem jogi. Pod jej wpływem doznałam „olśnienia”. Skoro jej się udało, to może i mi się uda?

ŚK: Jak joga może wpłynąć na problem alkoholowy?
GD: Zajęłam się sobą, ćwiczyłam jogę codziennie w domu, sama z książki. Człowiek, który pije wywołuje w tobie złość i agresję. Pytasz: „Dlaczego mi się to przytrafiło?” Kończy się tak, że źle reagujesz na wszystko. Pomyślałam sobie, że mogę to zmienić. To był właściwy, Boży plan.

ŚK: Ale nie uciekłaś od problemu.
GD: Nie uciekłam. Uciekłam od lekarza. Trafiłam na innego, tego Najważniejszego. Ćwiczyłam dzień w dzień z dzieciakami. To trwało rok. Gdy kładłam się spać, spływał na mnie spokój, taki błogostan. I pomyślałam sobie: skoro te ćwiczenia dają taki efekt, to czemu nie ćwiczyć dalej? I ćwiczyłam i cieszyłam się tym, co dostaję.

ŚK: A co z mężem?
GD: A mąż dalej pił… Ale po dwóch latach nagle z dnia na dzień odstawił alkohol. Nie wiedzieć czemu. On nie wiedział, ja też nie wiedziałam.

ŚK: W momencie, kiedy przestałaś się tym denerwować?
GD: Tak, kiedy przestałam się tym tak emocjonować. Dzisiaj wiem, że dokładałam złej energii. Ja się wściekałam, dzieci nerwowe, a on był sfrustrowany.

ŚK: Ale jeżeli nic nie mówiłaś, to popierałaś jego picie…
GD: Nie. Wystarczało, że nie dokładam własnych emocji, tej złej energii… Powiedziałam: „Mam plan zdrowia i wychowania dzieci, nie tylko ciebie”. Nie wiem, jak to się stało, że po prostu przestał pić. To był błogosławiony moment.

ŚK: Co chcesz przekazać ludziom w swoich audycjach?
GD: Że nie ma sytuacji bez wyjścia. Wiele, a nawet powiedziałabym, że prawie wszystko zależy od Boga i od nas. A właściwie od nas i od Boga, bo żeby mieć Go blisko, trzeba coś ze sobą zrobić.

ŚK: Napisałaś książkę „Na okrągło zdrowym być”. Co oznacza ten tytuł?
GD: Podstawą zdrowia człowieka jest jego psychika i emocje. Najnowsze badania potwierdzają ogromny wpływ myśli i uczuć na ciało człowieka.

Miłość to jedyne uczucie, które nawet jak je człowiek dzieli, to się pomnaża.
ŚK: Ale w świecie, w którym żyjemy, nie można mieć zdrowej psychiki.
GD: Można sobie radzić. Ta książka jest o tym, że bardzo wiele zależy od nas. Porównałam to do okna – przez okno patrzymy na świat. Może ono być otwarte, przymknięte lub całkiem zamknięte. Należy sobie zadać pytanie i odpowiedzieć, tak z serca: Co ty chcesz w tym życiu? Co chcesz zmienić w sobie? Nie szukaj wad i braków u innych, szukaj w sobie i otwórz okno, a zobaczysz, co się stanie. Trzeba to zrobić tak prawdziwie, z serca. Nie wolno i nie warto się oszukiwać.

ŚK: Czyli zbawianie świata zaczynamy od siebie?
GD: Tak. I to jest moje otwarte okno. Każdy ma swoje traumy: z dzieciństwa, z życia rodziców, nie mówiąc już o różnych domowych patologiach. Wierzę głęboko, że właśnie po to się rodzimy, żeby otworzyć swoje okno, żeby coś mądrego ze sobą zrobić, zmienić się. Każdy ma coś do zrobienia – czy to są relacje między matką a córką, między rodzicami, rodzeństwem. A więc otworzyć okno oznacza znaleźć to, co warto zmienić, zrozumieć mechanizm i działać.

ŚK: Jesteś szczęśliwa?
GD: Tak.

ŚK: Na czym polega Twoje szczęście?
GD: Na poczuciu, że jestem bardzo bogata, ponieważ mam dostęp do dobrych przeżyć i nigdy nie przyjdzie mi żyć w niedostatku duchowym. Miłość to jedyne uczucie, które nawet jak je człowiek dzieli, to się pomnaża. A ja dzielę się z ludźmi swoim sercem, swoimi przemyśleniami i przemyśleniami innych.

ŚK: A o materializm nie dbasz?
GD: Dbam, ale tu też mam pomoc z góry. Kiedy na przykład chcę wyjechać, to czasami pieniądze znajdują się nie wiadomo skąd: na przykład grubsza kwota ląduje nagle na moim koncie – za zaległą książkę. Nie zawsze jest tak słodko, że dostaję dokładnie tyle, ile bym chciała, ale de facto dostaję tyle, ile trzeba. Oczywiście biorę też kredyty, ale mam je, z czego spłacać i to jest ważne. Jeśli mam wybrać między kupowaniem kosmicznie drogich perfum czy strojów a wyjazdem, to wolę pieniądze przeznaczyć na podróż. Jak mówię, że jeżdżę po świecie, to ludzie reagują: „o, bogata”. A moje bogactwo polega na tym, że po pierwsze czuję, że mam bogatą duszę, a po drugie, nie wydaję pieniędzy na knajpy, kawiarnie, alkohole, papierosy, na różne inne przyjemności, tylko zbieram. Niewiele potrzebuję, bo jem proste rzeczy. Owszem, potrzebny mi jest do życia samochód, mieszkanie. Ale potrafiłam zamienić wielki dom na 64 metry, by dzieciom było wygodniej i żeby mogły lepiej funkcjonować w życiu. Nie jestem przywiązana do cegieł, mebli i parkietów.

ŚK: Czym są dla Ciebie pieniądze?
GD: Pieniądze to środek płatniczy.

ŚK: Są ważnym elementem w życiu?
GD: Oczywiście. Bardzo. Aczkolwiek nie jest to coś, co rządzi moim życiem. Nie gonię za pieniędzmi. Staram się pomnażać siebie, a nie moje dochody. Gdybym chciała to robić, to… och! Inaczej bym się zachowywała. Wiem, że potrafiłabym to robić.

ŚK: Powiedziałaś, że mało Ci do życia potrzeba, jeśli chodzi o konsumpcję, ale chodzisz bardzo ładnie ubrana. Gdzie robisz swoje zakupy?
GD: W marketach… w Arkadii. Ładne mam letnie rzeczy, które kupuję za granicą. Na przykład w Indiach.

ŚK: Jesteś ubrana bardzo kolorowo. Lubisz takie stroje?
GD: Kolor przyciąga kolor. Kiedyś miałam całą kolekcję czarnych rzeczy. Zazwyczaj, jak ludzie chcą się przed czymś ukryć, to zakładają czarne ubranie i to jeszcze bardziej ściąga ich do środka. Ale nastąpił dzień, kiedy rozstałam się z moją czarną kolekcją. Przerzuciłam się na fiolety – wszystko było fioletowe: spodnie, sukienki, marynarki czy korale. I też się z nią rozstałam. Teraz najczęściej używam koloru białego, cytrynowego i innych, bardzo jasnych.

Jestem bardzo bogata, ponieważ mam dostęp do dobrych przeżyć.
ŚK: Marka jest dla Ciebie ważna czy absolutnie nieistotna? Bo wiesz, jaka teraz obowiązuje zasada? „Bez mety nie ma sylwety”, słyszałaś?
GD: Tak, tak. Ale jej nie wyznaję. Oczywiście lubię mieć coś markowego, ale takich rzeczy nie mam zbyt dużo swojej szafie.

ŚK: I jakie to marki?
GD: Hmm… Kupuję albo w Reserved albo w Mango. To takie średnie marki, nie żaden tam Armani czy Olsen.

ŚK: Czy, podobnie jak wiele kobiet, na zakupach odreagowujesz stres?
GD: Tak jak człowiek zajada się ciastkami, tak kobiety często zajadają swój stres chodząc po sklepach. To jest dla nich rozwiązanie, ja tak zakupów nie traktuję. Oczywiście, jeżeli dostanę piękne perfumy, bardzo się cieszę. Ale jak ich nie mam, wystarczy mi olejek jaśminowy i sandałowy. Lubię za to piękne jedwabne szale, ale owijam się nimi głównie za granicą, tam chodzę ubrana tak, jak chcę – w długich sukniach z szalami.

ŚK: Jakich kosmetyków używasz?
GD: Naturalnych. Staram się używać kremów bez konserwantów. Przywożę je ze Wschodu. To są kosmetyki ajurwedyjskie firmy Himalaya i kosmeceutyki Himani. Zioła w nich są tak dobierane, że same dla siebie są konserwantem. Kosmetyki Himani z kolei są konserwowane tlenkiem cynku, więc jak najbardziej do przyjęcia. Bo to, co przede wszystkim niszczy skórę człowieka, to chemiczne dodatki i konserwanty.

ŚK: Konserwanty są wszędzie: w kosmetykach, w żywności…
GD: Ale starajmy się używać ich jak najmniej. Idziemy na łatwiznę, tymczasem wystarczy poszukać naturalnych kosmetyków choćby w internecie, na przykład Niemcy mają bogatą ich ofertę.

ŚK: Zdradź, jakiej diecie zawdzięczasz taką ładną figurę.
GD: Jem wszystko, co dobre i co mi smakuje. Nie odchudzam się. To moja żelazna zasada.

ŚK: W przeciwieństwie do panujących trendów…
GD: Tak, bo najprościej jest się czymś opchać, a potem mieć poczucie winy i odchudzać się. Można jeść dużo smacznych rzeczy i nie tyć. Oczywiście nie każdy może mieć figurę modelki. Ja akurat mam taką przemianę materii, że specjalnie nie tyję. Ale każdy z nas jest inny. Jeden będzie lepiej trawił mięso, drugi warzywa. Nie możemy odżywiać się dokładnie w taki sam sposób. Mam kolegów, którzy koniecznie chcieli zostać wegetarianami z powodów filozoficznych. To spowodowało, że jedli coraz więcej, tyli i byli wiecznie głodni. Nie wiedzieli, dlaczego. Okazało się, że mają tzw. białkowy typ metaboliczny, a to oznacza, że lepiej przyswajają białko zwierzęce. Dlatego ważne jest poznać siebie także pod tym względem i kierować się rozsądkiem.

ŚK: Dobrze gotujesz?
GD: Powiem tak: nie jestem kucharką z zamiłowania. Ale jeśli gotuję dla siebie, dla rodziny, robię to z sercem.

ŚK: Jakie jest Twoje sztandarowe danie?
GD: 10 lat temu to był schab ze śliwką i wyszukanymi przyprawami, ale o schabie dawno zapomniałam. Od sześciu lat jestem wegetarianką, a można nawet powiedzieć, że w tej chwili weganką.

ŚK: Weganizm to dla niektórych religia.
GD: Nie w moim wydaniu. Osoby, które tak to traktują, mogą mieć kłopoty z przyswajaniem trawieniem i zdrowiem. Dietę trzeba dopasować do siebie, więc ja nie chcę siebie szumnie nazywać „weganką”. Słucham swojego ciała. Kiedyś dość intensywnie ćwiczyłam i zastanawiałam się: „Dlaczego ja mam zjeść na śniadanie kanapkę, skoro mi to zupełnie nie pasuje?” Wolałam kaszę gryczaną z odrobiną masła. Jak czułam, tak jadłam. Potem okazało się, że moje ciało jeszcze wymaga i tak stopniowo zmieniałam swoje menu.

ŚK: To co jesz? Co jest podstawą Twojej diety?
GD: Kasza, warzywa, owoce i olej lniany. Dzieci w 80% jedzą to, co ja. Mąż w 60%. Ale też przeszedł na fasolę. Mówił „Jak to ja? Ja pracuję umysłowo, nie mogę pozwolić sobie na taką dietę”. A jednak zobaczył, że lekko się po niej myśli.

ŚK: Jak oceniasz kulturę Polaków?
GD: Najpierw nasuwa mi się skojarzenie, że kultury coraz mniej, co widać i słychać. To tak jakby nie zależało nam na rozwoju nas samych. Nie chodzi o intelekt, a o intuicję i wrażliwość społeczną.

ŚK: Myślisz, że odbiegamy od innych nacji?
GD: Od niektórych tak. Popatrz na badania: ile osób pali papierosy, ile osób pije alkohol. To jest związane ze stylem życia i kulturą osobistą. „Zamulamy” i „zapalamy” własne życie i w wielu nawet inteligenckich kręgach należy to do dobrego tonu. Taki palacz na przykład to człowiek, który po pierwsze nie dba o siebie, po drugie szkodzi innym, po trzecie kiedyś, jeśli zachoruje, wszyscy będą na niego płacili. To nie jest w porządku. Bliższe mi są kultury wschodnie, człowiek cały czas porządkuje siebie, przekształca, transformuje, chce być lepszy.

ŚK: W polskiej polityce jest kultura?
GD: Kiedyś zajmowałam się polityką zawodowo, teraz już nie i jestem z tego powodu szczęśliwa. W polityce nie ma umiaru. Stworzyła się taka kultura bez kultury. Kiedy człowiek opluwa drugiego człowieka, ma zbyt wysokie ego, nigdy nic dobrego z tego nie wyjdzie. To są złe ziarna. Pocieszające jest jednak to, że kiedy dochodzi się do pewnej granicy, również w tych sprawach makro, następuje odbicie. Czekam na nie.

ŚK: Uważasz się za osobę tolerancyjną?
GD: Tak.

ŚK: Homoseksualizm Ci nie przeszkadza?
GD: Nie. To znaczy homoseksualizm przeszkadza mi w wydaniu, kiedy człowiek obnosi i chwali się tym. Natomiast sam w sobie nie. Ludzie są różni, po prostu.

ŚK: To znaczy, że nie lubisz ludzi, którzy się do tego przyznają?
GD: Którzy obnoszą się z tym jako czymś nadzwyczajnym i lepszym od przyjętych norm kulturowych i obyczajowych. Każdy człowiek jest przecież także biologiczną maszyną. W nawet najbardziej doskonałej maszynie, pomyłki się zdarzają.

ŚK: Nie uważasz chyba, że to jest choroba?
GD: To jest przyzwolenie Pana Boga na inność, które można dobrze wykorzystać. Każdy człowiek ma w sobie aspekt męski i kobiecy. Homoseksualiści mają lepszy dostęp do swojej żeńskiej części. Stąd ich wrażliwość, czasem delikatność. Dlatego są wśród nich na przykład dobrzy tancerze, artyści...

Nie gonię za pieniędzmi. Staram się pomnażać siebie, a nie moje dochody.
ŚK: Jakie masz ideały?
GD: Poznałam w świecie kilka osób, które wykorzystują swój umysł nawet w kilkudziesięciu procentach, podczas gdy większość z nas korzysta jedynie z 7-8%. Pomyślałam sobie, że jeśli choć troszkę więcej swojego potencjału wykorzystamy, to można by zrobić wiele dobrego dla nas i Ziemi, którą zamieszkujemy. Czy to nie jest piękne?

ŚK: Kim są ci ludzie?
GD: To są, jogini i joginki, umysłowi „potentaci”. Mają 80, 90 i więcej lat. Są w znakomitej kondycji. Oni nie mają zabiegów w spa, odżywiają się skromnie, poszczą bez jedzenia, a nawet picia. Co więc decyduje o tym, że ich ciało nie starzeje się tak szybko jak nasze, a umysł tyle ogarnia? Podejrzewam, że dotarli do istoty samych siebie. Tu, na Ziemi, trwa nasze życie fizyczne, ale gdzieś jest ta nieśmiertelna część nas, nasza dusza. Kiedy my codziennie, skutecznie zakłócamy ten kontakt z duszą, ich ciało fizyczne z duszą stanowią jedno. Są całością , jednością. Nie oznacza to, że wyłącznie siedzą i medytują. Oni nie żyją dla siebie. Zakładają szkoły, sierocińce, szpitale, pomagają. Są bardzo aktywni.

ŚK: Dużo czytasz?
GD: Tak.

ŚK: Jaką książkę wzięłabyś na bezludną wyspę?
GD: Z racji tego, że przeżyłam dzięki jednej książce, lubię ją przy sobie mieć – to „Jesteś kolorem”. Nie wiem, czy bym zabrała tę książkę, bo ona już swoją lekcję odrobiła, ale mam do niej sentyment. Może jakiś poradnik, coś praktycznego. Do rzeczy nie warto się przywiązywać. Wszystko, co najcenniejsze nosimy przecież w sobie.

ŚK: Brakuje Wam w Trójce Marka Niedźwieckiego?
GD: Mi brakuje. Ale jedyną oczywistością w życiu każdego jest zmiana. Więc skoro on wybrał zmianę, to znaczy, że miał ku temu poważne powody. Poza tym w pewnym wieku, jeśli człowiek nie chce dokonać zmiany, to zmiana sama się wciśnie. Zróbmy to szybciej. Nie czekajmy na ten ostateczny czas, bo to bardzo boli.

ŚK: Jaki masz pomysł na przyszłość?
GD: Zdaję sobie sprawę z tego, że nikt mnie w radiu nie będzie trzymał w nieskończoność. Chcę pracować z ludźmi, dla ludzi, inspirować do zmian. Od kiedy zajmuję się zdrowym stylem życia – kilkanaście lat – poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi, a przede wszystkim uporządkowałam siebie i swoje życie. To jest mój kapitał, mój prezent, moja choinka. Mam się czym dzielić.
PRO-TEST na Facebooku