Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Strona Hałata
Udostepnij
Artykuły: Pożegnanie z mięsem PRO-TEST: Nr 1 (73) styczeń 2008
Strona Hałata Pożegnanie z mięsem Drogę od średniowiecznej łaciny carnem levare, przez ludowe carne vale, do naszego karnawału łatwo rozpoznać, trudniej wytłumaczyć przyczynę, dla której Polacy słowo to odnoszą do całego okresu zapustów, zamiast do ostatniej jego części – mięsopustów.

Przedstawiane jako sukces przywrócenie eksportu mięsa do Rosji wpłynie na wzrost cen w kraju, co może doprowadzić do niekontrolowanych erupcji gniewu ludu o przełomowych skutkach znanych z nie tak dawnej przeszłości. Historia PRL-u roi się od wiekopomnych wydarzeń, w których „niesprawiedliwa” dostępność mięsa była zapalnikiem beczki prochu, może dlatego, że przemawiała do wyobraźni każdego zwykłego zjadacza mięsa i pozwalała tłumnie oprotestować narodowe krzywdy zamaskowane wstydliwie ukrywanym dzisiaj hasłem „socjalizm – tak, wypaczenia – nie”. Za wypaczenia w planowej gospodarce mięsem orzekano i wykonywano wyroki śmierci. Obalanie światowego systemu komunistycznego zaczęło się od wykrycia prawdziwej zawartości puszek, których wywóz do ZSRR udaremnili lubelscy kolejarze, bo przyspawali wagony do torów. W puszkach nie było farby, jak głosiły etykiety. Była szynka. W Polsce Ludowej dostępna tylko w sklepach za żółtymi firankami dla ważnych partyjniaków i zbrojnego ramienia partii – MO, ZOMO itp. Zwykły obywatel PRL-u mógł kupić szynkę za dolary w Peweksie w niebotycznej na ówczesne warunki cenie, albo szukać zaopatrzenia na wsi, wchodząc w tajniki świniobicia i innych rodzajów uboju podwórkowego, porcjowania, paczkowania i wreszcie zamrażania w cieszących się wielkim wzięciem zamrażarkach domowych. Wycyzelowanej precyzji i totalnej klapy systemu kartek na mięso nie wymyśliłby nawet George Orwell. Po co zresztą sięgać po fikcję literacką, skoro twórca i nadzorca systemu kartkowego PRL jest liderem jednej z czterech frakcji Sejmu obecnej kadencji i zapewne chętnie podzieli się wspomnieniami z młodzieżą, z racji wieku prawdziwie lewicową.

Nowe istoty na zamówienie

Znając przeszłość, można zrozumieć teraźniejszość. Płynące z niedawnej historii zbiorowe doświadczenie Polaków starannie wykorzystują światowe koncerny agrochemiczne, produkujące wszystko, co da się przerobić na mięso i produkty zwane mięsnymi, zwłaszcza pasze, antybiotyki, substancje dodatkowe i inne składniki pasz i gotowych wyrobów. Idylliczne obrazki z wiejskiej zagrody można jeszcze zobaczyć w elementarzu i w niedobitych globalizacją gospodarstwach rodzinnych. Prawdziwa wielkoprzemysłowa produkcja mięsa na masową skalę odbywa się w ogromnych halach fabrycznych. Nowoczesne fabryki mięsa przerabiają genetycznie modyfikowaną soję i kukurydzę na tkanki zwierzęce. Zapisano już tony twardych dysków o szkodliwym wpływie pasz złożonych z wynalazków inżynierii genetycznej na zdrowie i dobrostan zwierząt hodowlanych. Zresztą trudno mówić o dobrostanie w warunkach intensywnego tuczu, kiedy to z żywej istoty czyni sie precyzyjną maszynę do przetwarzania paszy na mięso, nabiał i podroby.

Każdy mieszczuch, który miał jakiekolwiek zwierzę salonowe, dobrze wie, ze zwierzęta – tak samo jak ludzie – wyróżniają się odmiennymi charakterami i upodobaniami, nawet jeśli są rodzeństwem. W zmienności tkwi przecież potęga przyrody ożywionej. Dotyczy to również mieszkańców obory, chlewa i kurnika. Każdy wie, jak skończą, ale doceniamy ich indywidualność, choćby wołając do nich: Łaciata, Chrumka czy Czubatka. Zwierzęta salonowe – psy i koty, to z reguły członkowie rodzin, zajmujący pozycję równorzędną, jeśli nie uprzywilejowaną, w stosunku do reszty domowników. Wiem, co mówię, bo mój Misio manipuluje mną równie sprawnie jak macha ogonem.

Tymczasem od biologicznej maszyny hodowlanej wymaga się najwyższej osiągalnej sprawności, daleko przekraczającej najbardziej paskudne bariery chorej wyobraźni. Maksimum przyrostu masy przy minimum odchodów, minimum odpadów poubojowych, minimum energii na oświetlenie, wymianę powietrza oraz ogrzanie lub ochłodzenie, zależnie od temperatury na zewnątrz budynku. Tu święci tryumfy pomysłowość inżynierów genetycznych. Bawiąc się w małego pana boga, z zapałem tworzą nowe istoty na zamówienie. Za drogo kosztuje prąd na klimatyzację brojlerni, usuwanie pierza i jego utylizacja? Proszę bardzo – mamy w ofercie kurczaka bez pierza. Z przegrzania nie padnie, skubać nie trzeba. A odpychający konsumentów czerwony kolor skóry da sie zamaskować w wyrobach gotowych do spożycia. Jeśli to nie wystarczy, można sięgnąć po sprawdzone autorytety, które w ramach pseudonaukowych kampanii zaświadczą, ze mięso mutantów jest lepsze, bo zdrowsze. Jeśli nie dojdzie do przełomu w ocenie konsumenckiej mięsa, a w warunkach polskich do jego detronizacji z pozycji króla stołu, problemy z produkcją mięsa będą tylko narastać.

Pokoleniu ogłupionemu światem Harry’ego Pottera i jemu podobnymi wynaturzeniami wciśnie się każdy kit, nawet najbardziej monstrualny. Wszelkie próby przemawiania do rozsądku i tak zawiodą. Wszak walkmany, wieże i „koncerty” ogłuszyły jak dotychczas 60% szóstoklasistów. Ci o zakupach mięsa zadecydują w przyszłości. A już teraz każdy podatnik w Unii Europejskiej składa się na przeogromne zyski koncernów agrochemicznych dopłacając do produkcji rolnej wprost czyli płacąc po części za pasze i inne surowce fabryk mięsa, bądź pośrednio, na przykład w postaci rekompensat za wybite stada, utylizowaną padlinę i pasze i resztę ogromnych kosztów zwalczania na przykład ptasiej grypy. Dla sprzedawców paszy każde ognisko zarazy w hodowlach przemysłowych to okazja do co najmniej dwukrotnego zarobku, nie ma przecież znaczenia, czy wyhodowane zwierzęta będą zjedzone czy spalone, a im dłużej trwa spadek cen z powodu strachu konsumentów, tym więcej paszy zjedzą niechciane na rynku zwierzęta. Kolejne źródła zarobku na paszach to unijne lub krajowe dopłaty za spadek cen z powodu strachu konsumentów i do eksportu poza obszar celny Wspólnot Europejskich. Tego też Orwell by nie wymyślił. Państwo swoją siłą wydziera podatnikom pieniądze, aby wydać je na surowce do fabryk mięsa. Co na to ludzie w potrzebie ratowania zdrowia i życia, którym odmówiono pomocy, tłumacząc się brakiem pieniędzy? Pewnie sami kupiliby sobie świadczenie medyczne, gdyby im nie zabrano pieniędzy z przeznaczeniem na pasze.

Geny z gnojowicy

Należy podkreślić, że technologie nowe i najnowsze z pozoru korzystne dla wszystkich w rzeczywistości przerzucają obniżone koszty wytwarzania na chorujących konsumentów, potwornie cierpiące zwierzęta i masywnie skażone elementy środowiska – wodę, powietrze i glebę – tak w skali lokalnej, jak i globalnej. Praktyki hodowlane przekraczające wytrzymałość organizmów żywych oraz pojemność środowiska to przedsięwzięcia technologiczne budzące protesty bardziej cywilizowanych odłamów narodów świata, kierujących się ambicją wyższą niż chęć zysku za wszelką cenę oraz szacunkiem dla ludzi i przyrody. Silne lobby przemysłu mięsnego poprzez wpływ na ekspertów, ministrów i parlamentarzystów wyjątkowo dopuszcza do głosu argumenty naukowe i etyczne, które mogłyby obniżyć dynamikę wzrostu zysków ze sprzedaży produktów zwierzęcych.

Gdyby było inaczej, rozwiązania kluczowego problemu naszych czasów, jakim jest emisja gazów cieplarnianych poszukiwano by nie w proliferacji energii atomowej z jej ryzykiem produkcji i odpadów, a w ograniczeniu hodowli. Wszak opublikowany w 2006 r. raport Światowej Organizacji ds. Rolnictwa i Wyżywienia ONZ (United Nations Food and Agriculture Organisation – FAO) dowodzi, że hodowla generuje 18% emisji gazów cieplarnianych mierzonej jako ekwiwalent dwutlenku węgla, więcej niż wszystkie formy transportu łącznie.

Przemysł mięsny jest głównym odbiorcą produktów przemysłu agrochemicznego. Wpływy i możliwości sprawcze koncernów farmaceutycznych w znacznej mierze koncentrują się na ochronie interesów na rynku antybiotyków i hormonów wchodzących w skład pasz wytwarzanych w skali przemysłowej. Wystarczy wiedzieć, że to hodowla zużywa 90% produkowanych antybiotyków, a tylko reszta, a więc zaledwie 1/10 jest wykorzystywana na inne potrzeby, w tym do leczenia ludzi, na tyle skutecznego, na ile pozwala antybiotykooporność zakażeń bakteryjnych. Bogatą literaturę uzupełniającą czarny obraz wpływu fabryk mięsa na dewastację gwałtownie kurczących się zasobów wody, która mogłaby być przeznaczona do spożycia przez ludzi, uzupełnia artykuł zamieszczony w sierpniu 2007 r. w „Applied and Environmental Microbiology”. Oto okazuje się, że geny antybiotykooporności zawarte w gnojowicy odciekającej do wód podziemnych nie tylko są w tych wodach łatwo wykrywalne, to jeszcze – znajdując nowych gospodarzy – niektóre z nich mogą amplifikować się i w ten sposób niebezpiecznie zanieczyszczać wody podziemne w zasięgu większym niż będące ich źródłem bakterie.

Zgubne oddziaływanie fabryk mięsa na zdrowie pracowników i okolicznych mieszkańców ma już bogatą literaturę, także w Polsce. Utylizacja odpadów zwierzęcych, zwłaszcza wysokiego ryzyka, jest jednym z podstawowych problemów naszego państwa, które niezależnie od publicznych wypowiedzi kolejnych ekip rządowych niezmiennie płaci za wykonane i niewykonane w tym zakresie zadania jednemu przedsiębiorstwu. Państwo ma problem z głowy i nie przygląda się zbyt dokładnie, co to przedsiębiorstwo robi z padliną, bo mogłoby się okazać, że politycy i urzędnicy musieliby sami się tym zająć z braku chętnych do wykonania tak karkołomnego zlecenia.

Żegnając transporty mięsa na wschód nostalgicznym praszcziaj mjaso! pozostańmy w przekonaniu, że jest jak w PRL-u, tylko zmienił się Wielki Brat.


dr Zbigniew Hałat

lekarz specjalista epidemiolog, w latach 90. w trzech kolejnych rządach główny inspektor sanitarny i zastępca ministra zdrowia ds. sanitarno-epidemiologicznych,

Prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów,


www.halat.pl/stowarzyszenie.html
Załączniki do artykułu Artykuł w wersji PDF
PRO-TEST na Facebooku