Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Kontrola kawy i herbaty
Udostepnij
Artykuły: Kawa czy herbata? PRO-TEST: Nr 1 (84) styczeń 2009
 Kontrola  kawy i herbaty Kontrola kawy i herbaty Kawa czy herbata? Wprowadzające w błąd informacje co do rodzaju herbatek owocowych, dodatek obcych składników roślinnych w kawach oraz kiepska jakość i zanieczyszczenia herbat czarnych – to główne pułapki, jakie mogą czyhać na konsumentów, jeśli w ich koszykach ląduje kawa lub herbata.

W sklepach mamy ogromny wybór odmian i marek kaw i herbat. Producenci, chcąc wygrać z konkurencją, na różne sposoby zachęcają nas, konsumentów, do nabycia swoich towarów. Nierzadko stosują przy tym nieuczciwe chwyty reklamowe, przypisując swoim produktom specjalne właściwości zdrowotne bądź walory smakowe. Często też wprowadzają w błąd niewłaściwym oznakowaniem. Inspekcja Handlowa w trzecim kwartale 2008 r. przeprowadziła kontrolę jakości i oznakowania herbat oraz kawy naturalnej i jej ekstraktów. Okazało się, że 16% towarów miało nieprawidłowe oznakowanie, a 9% – parametry jakościowe niezgodne z deklaracją producentów.

Łyk herbaty

Zacznijmy od herbaty. Na co mogą natknąć się amatorzy tego rozgrzewającego napoju? Na przykład na obniżoną ilość wyciągu wodnego, obniżoną zawartość popiołu czy podwyższoną zawartość włókna surowego. Brzmi dość skomplikowanie, ale chodzi generalnie o użycie przez producentów gorszego surowca – na to właśnie wskazują wady, które w czarnych herbatach wykryła Inspekcja Handlowa. Trzeba tu bowiem zaznaczyć, że w pełnowartościowej czarnej herbacie powinny znajdować się liście, pączki i delikatne łodyżki rośliny gatunku Camellia sinensis. Tymczasem, jak podejrzewają inspektorzy, w części przebadanych przez nich herbat, znajdowały się i inne części roślinne.

Herbaty kwestionowali również z powodu niewłaściwych cech organoleptycznych, takich jak: nieprzyjemny i workowo-trawiasty zapach suchych liści, nieprzyjemny, trawiasty, mdły i mulisty smak i zapach naparu oraz matowy wygląd naparu. Jeśli trafimy na taki wyrób, o błogim delektowaniu się filiżanką zaparzonej herbaty możemy zapomnieć.

Podczas badań laboratoryjnych sprawdzano także, czy rzeczywista zawartość każdej z ocenianych próbek zgadza się z tą podaną przez producenta na opakowaniu. Okazało się, że nie zawsze się zgadza: w siedmiu próbkach herbaty czarnej (3,7%) niezgodność masy netto z deklaracją przekraczała dwukrotną wartość dopuszczalnego niedoboru towaru paczkowanego (np. mimo deklarowanych 100 g, faktyczna masa wynosiła 72,4 g, 84,3 g lub 89,3 g).

Mała czarna

Z jeszcze większymi wadami jakości musieli liczyć się amatorzy małej czarnej. Inspekcja skontrolowała pod względem jakości 162 próbki kawy (w tym: 137 próbek kawy naturalnej mielonej i 25 próbek ekstraktów kawy). Najwięcej uchybień ujawniono w ekstraktach kawy – osiem z 25 ocenianych próbek (32%) miało niewłaściwe cechy organoleptyczne. O co konkretnie chodziło? Przede wszystkim o osłabiony, mdły i niezharmonizowany smak i zapach naparu, a także pusty i bardzo słaby aromat. W laboratorium wykryto też w niektórych próbkach obecność substancji niekawowych.

Wśród mielonych kaw naturalnych tylko trzy próbki (2,2%) miały wymienione wyżej nieprawidłowe cechy organoleptyczne.

Wykryte wady jakościowe kaw spowodowane były przede wszystkim stosowaniem niepełnowartościowych surowców do produkcji oraz prawdopodobnie dodatkiem innych składników roślinnych.

Malinowa bez malin

W ramach kontroli sprawdzono również, czy producenci prawidłowo znakują kawy i herbaty. Zakwestionowano oznaczenia 189 z 1190 badanych partii (15,9%). Szczególną uwagę kontrolerów przykuło oznakowanie herbatek owocowych. Sprawdzili, czy ich nazwy były adekwatne do składu, a także czy rzeczywista ilość owoców w herbatce upoważniała producenta do wymienienia go w nazwie herbaty. I co się okazało? To, że na opakowaniu widzimy piękne maliny, wcale nie musi znaczyć, że w kupionej przez nas herbatce, te owoce w ogóle się znajdują. Zdarzało się bowiem, że mimo iż nazwa i szata graficzna opakowania sugerowały, że mamy do czynienia z herbatką malinową, to w rzeczywistości w składzie znajdowała się nieznacząca ilość tego owocu (np. 0,5%) bądź tylko sam aromat. Jeżeli więc chcemy mieć pewność, że kupujemy herbatkę naprawdę malinową, przeczytajmy dokładnie to, co producent pisze małymi literkami, czyli skład. Gdy znajdziemy w nim napis „herbata czarna” i ani słowa na temat owoców, a co najwyżej sformułowanie „aromat”, będzie to oznaczało, że to nie to, czego szukamy. Oto kilka przykładów nieprawidłowości, jakie wykryła Inspekcja Handlowa: W herbatce z dodatkiem dzikiej róży i maliny, na której opakowaniu wyeksponowano te owoce, faktycznie nie było maliny, a jedynie jej aromat. Analogicznie w herbatce z dzikiej róży z cytryną i miętą był jedynie aromat cytrynowy i 1% mięty. W herbatce dzika róża z jabłkiem nie było jabłka, tylko aromat jabłkowy. W herbatce z wizerunkiem na opakowaniu owoców jeżyn w składzie brakowało tych owoców.

W sklepach znajdowały się także herbatki ziołowe, na przykład z kwiatostanu lipy, sugerujące właściwości lecznicze, jak działanie uspokajające czy zmniejszające objawy przeziębienia. Do producenta wystąpiono o zaniechanie stosowania takich oznaczeń bez posiadania odpowiednich świadectw.

Na tym jeszcze nie koniec uchybień. W oznakowaniu ocenianych herbat i herbatek najczęściej brakowało także ilościowej zawartości składników występujących w nazwach herbat owocowych, rodzaju herbaty, warunków przechowywania, braku oznaczenia partii produkcyjnej i danych identyfikujących producenta, a także jednoznacznego wskazania kraju pochodzenia herbaty. Zdarzało się też, że wielkość cyfr i liter była zbyt mała.

Dużo uchybień stwierdzono także w oznakowaniu herbat zielonych, białych i czerwonych oraz czarnych z dodatkami suszonych owoców, oferowanych w sklepach specjalistycznych. W większości przypadków brakowało na nich, poza nazwą handlową, jakichkolwiek oznaczeń w polskiej wersji językowej.

Kawa dla poliglotów

Uchybienia w oznakowaniu kawy naturalnej mielonej i ekstraktów kawy występowały zdecydowanie rzadziej niż w przypadku herbat i herbatek. Do najistotniejszych należało: niepodanie danych identyfikujących producenta, postaci kawy lub informacji o procesie technologicznym (np. czy jest to kawa mielona czy też liofilizowana), a także brak polskiej wersji oznaczeń (np. ustalono, że w jednym sklepie 27 partii kawy naturalnej mielonej pochodzących z Niemiec oraz 11 partii herbat nie posiadało żadnych polskich oznaczeń, co stanowiło naruszenie przepisów ustawy o języku polskim.

W dwóch przypadkach producenci nie podali na opakowaniach kaw informacji o wartości odżywczej, mimo umieszczenia oświadczeń żywieniowych wskazujących na to, że produkt jest źródłem przeciwutleniaczy oraz ma niską wartość energetyczną i niewielką ilość białka, węglowodanów, tłuszczu (kwasów tłuszczowych nasyconych), błonnika i sodu.

Podobnie jak w przypadku herbat, stwierdzano uchybienia w podawaniu danych o producencie oraz używaniu określeń poprzedzających datę minimalnej trwałości. Stwierdzano też nieczytelną datę minimalnej trwałości bądź zbyt małą wielkość cyfr i liter określających zawartość netto.

Zanim kupisz

Bogata oferta herbat, kawy naturalnej mielonej i ekstraktów kawy zachęca do ich nabywania. Jak widać, nie zawsze jednak konsument otrzymuje produkt właściwej jakości. Z kontroli Inspekcji Handlowej wynika, że najczęściej możemy natknąć się na zła jakość herbaty czarnej i ekstraktów kawy. Pułapki czyhają na nas też w oznakowaniu herbatek owocowych, a także herbat (w tym zielonych, czerwonych, białych) oferowanych w sklepach specjalistycznych. Ale przynajmniej w części z tych pułapek nie musimy się złapać, jeśli będziemy dokładnie czytać etykiety.