Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Nie handluj w niedziele PRO-TEST: Nr 4 grudzień 2001
Nie handluj w niedziele Dla mnie to głupota - zagaił kierowca, gdy utkwiliśmy w korku. W radiu mówiono akurat o zakazie handlu w niedzielę. - Jedni ustawę uchwalają, drudzy za miesiąc ją obalają, a my za to wszystko płacimy! I to ile! - Taksówkarz trafił w sedno, bez studiów ekonomicznych i sztabu politycznych doradców. Pozostaje pytanie: Dlaczego do równie logicznego wniosku nie doszli uczeni posłowie?

JEDEN KROK DO PRZODU, DWA DO TYŁU

Co dla Polaków może oznaczać zakaz handlu w niedzielę? Optymiści twierdzą, że odrodzenie drobnych, prywatnych sklepików, które "zmiotła" konkurencja hipermaketów; pesymiści, że wzrost bezrobocia. Bez pracy może zostać 16 tys. osób. Czy wszyscy znajdą od razu zatrudnienie w sklepach osiedlowych? Bardzo wątpliwe.
Zwolennicy zakazu myślą o zmęczonych, rozgoryczonych ekspedientkach z supermarketów. Kobiety narzekają na brak czasu wolnego, pracują tak długo, że prawie nie widują się z dziećmi. I mają rację! Problem w tym, że wypowiedzenie raczej nie poprawi im humoru. Bez pracy można cieszyć się dziećmi od rana do wieczora, ale nie ma za co zrobić im obiadu i kupić nowych butów. Kierownictwo supermarketów przewiduje też inne rozwiązanie: wydłużenie godzin pracy. Wtedy ekspedientki zaczną wracać do domu około północy. Zyskają co prawda wolną niedzielę, ale będą zbyt zmęczone, by się nią cieszyć. Gdzie w tym postęp?

WYTRESOWAŁ KLIENTA

Zakaz handlu w święta nie ucieszy większości konsumentów. Przede wszystkim na zakupy będą tracić więcej czasu. Dotąd wystarczył niedzielny wypad do hipermarketu, gdzie ładowało się bagażnik zapasami na najbliższy tydzień. Teraz trzeba będzie robić zakupy wyłącznie w dni powszednie. Klient ma skakać w rytm naciskanych w Sejmie guzików.
Teoretycznie to nic trudnego: po 17 wszyscy mają wolne i w drodze do domu mogą wstąpić do sklepów. W praktyce jednak istnieje magiczne słówko "dyspozycyjność", czyli praca po godzinach. Kto choć raz wpisał je do swojego CV wie, że szefowie wymachują nim jak diabeł cyrografem.
Problemem jest zresztą nie tylko "kiedy", ale i "co" kupować. Pomysłodawcy ustawy chcą odciągnąć klientów, jak nieposłuszne dzieci, od "złych" (bo zagranicznych) supermarketów. Uważają, że Polacy nie umieją oprzeć się pokusie tysięcy kolorowych opakowań. Kupują wszystko co widzą, a skoro w sklepie osiedlowym zobaczą mniej, to zaoszczędzą. Problem w tym, że towary w "złych" hipermarketach są jak najbardziej "dobre", bo ojczyste. I gdy spadnie na nie popyt, to rodzimi producenci ucierpią najbardziej.

JEDENASTE PRZYKAZANIE

Nowa ustawa ma również wymiar religijny. Dla większości Polaków niedziela to nie tylko dzień wolny od pracy, ale także święty. Ludzie chodzą z dziećmi na mszę, słuchają kazań, więc - przynajmniej teoretycznie - powinni zakaz handlu popierać. Dlaczego jest inaczej?
Po pierwsze, po latach socjalistycznych zakazów cenimy sobie wolność wyboru. - Jak ktoś chce grzeszyć, to niech idzie do supermarketu. A kto nie chce, niech siedzi w domu! Ustawa tutaj niepotrzebna - podsumował znajomy taksówkarz.
Jak zakończy się cała afera? Czy w przyszłości będziemy w niedziele skazani na sklepy, które zgodnie z ustawą "zaspokajają codzienne potrzeby ludności"? Jeśli tak, to sądząc po reakcjach tzw. "ulicy", na półkach tychże sklepów powinny leżeć głównie jajka. Polacy będą ich potrzebować w roli amunicji, gdy politycy zabiorą się do obmyślania kolejnych ustaw.
Małgorzata Karnaszewska



Co o zakazie handlu w niedzielę sądzą gwiazdy?

Daria Trafankowska

To po prostu absurdalne! Skoro handel w niedzielę przyjął się w Polsce, nie widzę powodu, żeby teraz z tym zrywać. Ludzie się do tego przyzwyczaili. Dla mnie to wręcz zbawienie: niedziela to jedyny dzień, gdy w spokoju mogę zrobić zakupy na cały tydzień. Oczywiście, patrzę na to z perspektywy klienta, a nie sprzedawcy. Wydaje mi się jednak, że praca w święta należy do specyfiki zawodu handlowca. Podobnie jest z aktorami - my też w niedzielę musimy być w teatrze i nie żądamy wolnego.

Magdalena Zawadzka

Ktoś, kto chce handlować w niedzielę, powinien mieć taką możliwość. To jego podstawowe prawo.

Agata Młynarska

Zakaz handlu w niedzielę uważam za mistrzowską głupotę; są przecież ludzie, którzy przez cały tydzień do późnego wieczora pracują i jedyną szansą dla nich jest zrobienie zakupów w niedzielę. Jeśli ktoś chce iść do kościoła albo spotkać się z rodziną, to jest to tak silny wewnętrzny imperatyw, który - niezależnie od tego czy sklep jest otwarty czy nie - zostanie zrealizowany. Inne zagadnie to styl życia Polaków - po 40 latach wygłodzenia konsumpcyjnego uważają sklep za ciekawe miejsce spędzania wolnego czasu.
Korzystam z możliwości robienia zakupów w niedzielę, bo wtedy nie ma tam zakupowego obłędu. Lubię mieć poczucie, że mogę robić zakupy wtedy, kiedy mam czas. Wprawdzie żal mi tych ludzi, którzy są zapędzani do pracy w niedzielę, ale ja też się do nich zaliczam. Takie jest życie! W Stanach i w Anglii sklepy czynne są do trzeciej rano, i to markowe. Nic na to nie poradzimy, że świat zwariował. Musimy się w tym jakoś znaleźć.
Zamykanie sklepów jest bez sensu. To tak jakby dzieciom, które są łasuchami, zamknąć sklep ze słodyczami i kazać im codziennie obok niego przechodzić. Trzeba tak wychowywać dzieci, żeby wiedziały, iż mogą codziennie wziąć cząstkę czekolady, wtedy nic im się nie stanie i widok sklepu ze słodyczami nie będzie dla nich stresem.

Małgorzata Potocka

Uważam, że zakaz handlu w niedzielę to kompletna bzdura. Na całym świecie, chyba oprócz Niemiec, sklepy są otwarte w niedziele. To dlaczego w Polsce mają być zamknięte? Polska ma być krajem demokratycznym i otwartym, prawda? Walczyliśmy o tolerancję. Jeśli nie chcesz kupować w niedzielę, to po prostu idziesz do kościoła, nie do sklepu. Nie można tego narzucać urzędowo, bo wtedy tworzy się reżim.
Ja oczywiście chodzę w niedzielę z dzieckiem do sklepu i robię zakupy na następny tydzień, dlatego że w ciągu tygodnia pracuję.


Zdaniem ekspertów

Urszula Grzelońska, kierownik Katedry Ekonomii I w Szkole Głównej Handlowej:
Polski nie stać na to, żeby wprowadzać zakaz handlu w niedzielę. W ogóle nie stać nas na wiele rzeczy, które uchwala parlament - np. na wolne soboty. Ja rozumiem, że handel w niedzielę jest ciężką pracą, ale to zupełnie bez sensu wprowadzać taki zakaz. Ja też pracuję w sobotę i w niedzielę. A czy robię zakupy w niedzielę? Bardzo rzadko, ale robię, bo czasami nie mam wyjścia.
Nie należy się natomiast obawiać, że zakaz handlu w niedzielę może mieć negatywne skutki ekonomiczne. Jego oddziaływanie byłoby zbyt małe.

Jak jest na świecie?

Niemcy
Ladenschlussgesetz - tak nazywa się ustawa wprowadzająca zakaz handlu w niedzielę. Dawniej zakaz ten był bardziej surowy niż dziś: sklepy zamykano również w soboty. Teraz pod wpływem Unii Europejskiej ustawa zmieniła nieco swój kształt. Supermarkety mogą być czynne w soboty, ale tylko do godziny 16.00, natomiast w dni powszednie - do 20.00. Mniejsze sklepy zamykane są trochę wcześniej. Zakaz sprawia, że kiedy w Niemczech sklepy są nieczynne, ludzie mieszkający na obszarach przygranicznych jeżdżą na zakupy do Belgii czy Holandii.

Francja
Wszystkie wielkie sieci supermarketów, takie jak Carrefour czy L’Eclerc są we
Francji zamknięte w niedzielę. Jedynie do południa handlują sklepy, które sprzedają bagietki i inne rodzaje pieczywa. Ustawa, która zakazuje handlować niedzielę, obowiązuje od kilkunastu lat. Dlaczego została wprowadzona? - Ponieważ niedziela jest dniem odpoczynku, świętowania - odpowiada Piotr Byczkowski, attache handlowy w ambasadzie polskiej w Paryżu. - Jest to tak utrwalone w tradycji francuskiej, że nikt przeciw zakazowi handlu nie protestuje.

Wielka Brytania
W Wielkiej Brytanii można w niedzielę zrobić zakupy. - To kraj o superwolnym rynku i nikt tam nie próbuje ustawowo zakazywać handlu - mówią w British Council.

Włochy
Nie ma zakazu handlu w niedzielę. Jest za to ustawa, która mówi, że sklepy
powinny być zamknięte w poniedziałek do południa, a w czwartek od południa. Jeżeli jakieś sklepy są zamknięte w niedzielę, to nie ustawowo, tylko po prostu tak zdecydowali właściciele. Dlaczego sklepy zamyka się akurat w poniedziałek i czwartek? - To wynika ze zbiorowych układów. Ponieważ sklepy pracują w niedzielę, to być może właśnie dlatego w poniedziałek mają wolne do południa - tłumaczy Edward Kowalski, attache handlowy w ambasadzie polskiej w Rzymie. - Nie słyszałem, żeby były jakieś głosy sprzeciwu, krytykujące taki stan rzeczy. Jak ktoś chce, to pracuje, jak ktoś nie chce, to nie pracuje.

USA
W Stanach żadna ustawa nie zakazuje pracy w weekendy. Co więcej, nie mówi też o dodatkowym wynagrodzeniu za pracę w święta. Wynagrodzenie to może być najwyżej uzgodnione między pracodawcą a pracownikiem.