Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Walka o bąbelki PRO-TEST: Nr 1 (5) styczeń 2002
Walka o bąbelki Szampan - to marka, która nobilituje, przyciąga kupujących, przynosi krociowe zyski, a poza tym kusi. Od wielu lat jest przyczyną licznych sporów, konfliktów i procesów pomiędzy państwową instytucją francuską CIVC - Comite Interprofessional des Vins de Champagne, reprezentującą interesy marki na całym świecie, a producentami innych trunków, kreatorami mody, miejscowościami.

Szampania to najdalej na północ wysunięty region uprawy winorośli w Europie. Rokrocznie, wczesną jesienią, w 26 tysiącach winnic, zajmujących łącznie ponad 31 tys. hektarów, 100 tys. robotników sezonowych przystępuje do zbiorów najcenniejszych szczepów winogron: pinot noir, meunier i chardonnay. Z jednego hektara zbierają oni ok. 12 600 kg owoców. Popyt na szampana rzeczywiście jest ogromny.

Niecały rok temu mieszkańcy niewielkiej, bo liczącej 657 osób, szwajcarskiej wioski Champagne, leżącej w kantonie Vaud, postanowili wnieść sprawę do Trybunału Europejskiego o uzyskanie prawa do produkcji wina pod nazwą Champagne. W tym celu zawiązali nawet Obywatelski Komitet na rzecz Uznania Gminy Champagne z Albertem Banderet na czele. Sprawa ta nie jest jednak wcale ani tak nowa, ani tak lokalna, jak by się mogło wydawać. W 1988 roku rząd Szwajcarii podpisał bowiem porozumienie z Komisją Europejską w Brukseli o zaniechaniu od 2003 r. używania nazwy Champagne przez Szwajcarów. W tej sprawie wypowiadał się nawet prezydent Chirac, który stwierdził błyskotliwie, iż różnica pomiędzy szampanem francuskim a szwajcarskim tkwi w bąbelkach, których ten drugi nie posiada. Szwajcarzy jednak nie zamierzają się poddawać - zapowiedzieli walkę do upadłego i zaangażowali do tego celu wybitnych adwokatów.

Nie jest to jedyny spór o prawo do wykorzystywania najbardziej chyba znanej nazwy na świecie. Jesienią 1993 roku znany dyktator mody Yves Saint Laurent wylansował swój nowy zapach - Champagne, który zamknął w buteleczce w kształcie korka od szampana. Jeszcze w tym samym roku francuscy producenci win wytoczyli mu proces o kradzież znaku firmowego. Projektant przegrał i od 1 stycznia 1994 roku perfumy zniknęły ze sklepów Francji i Szwajcarii. Dziesięć miesięcy później sąd rejonowy w Monachium zakazał filii YSL sprzedaży perfum pod tą nazwą na terenie Niemiec, grożąc grzywną do 500 tys. DM na rzecz urzędu patentowego. Wobec tak silnych ataków ze strony niezwykle silnego lobby producentów szampana, w lipcu 1996 roku, po kilku latach walki sądowej dyktator mody ustąpił i zmienił nazwę perfum na "Yvresse", co jest parafrazą jego imienia, a po francusku znaczy "pijaństwo, upojenie".

Tego typu spraw, choć może mniejszego kalibru, jest dużo więcej. Zawsze jednak, wygrywają producenci znakomitego trunku. Udaje się im, ponieważ Comite Interprofessional des Vins de Champagne czuwa. Swoją markę obroniła nawet przed "Szampańskim" z Kraju Rad, które właśnie z tego powodu musiało przybrać swojską nazwę "Igristoje". W tych wszystkich sprawach nie chodzi jednak wcale o to, że producenci szampana boją się konkurencyjnych podróbek. Doskonale zdają sobie sprawę, że ich trunek jest jedyny w swoim rodzaju i właściwie niepodrabialny. Wiedzą także, że nikt przy zdrowych zmysłach wzroku, smaku i powonienia nie pomyli szampana szwajcarskiego czy rosyjskiego z francuskim ani nie zaserwuje swoim gościom flakonu perfum jako aperitifu. We wszystkich tych sprawach chodzi jedynie o markę, która jest nie tylko dobrem intelektualnym, ale także - a może raczej przede wszystkim - przedstawia olbrzymią wartość majątkową.