Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: KOPCIUSZEK Z WIBRATOREM - Zagrożenia z internetu PRO-TEST: Nr 2 (18) luty 2003
KOPCIUSZEK Z WIBRATOREM - Zagrożenia z internetu "Za górami, za lasami, żyła sobie dziewczynka o imieniu Czerwony Kapturek... Paradowała po lesie w ubraniu głupiej dziwki (czerwona spódniczka, czerwona bluzeczka...) i zabawiała się z każdym, kogo spotkała na swej drodze: od myśliwego po wilka." Szokujące? Jeśli twoje kilkuletnie dziecko ma dostęp do internetu, właśnie taką bajkę może zobaczyć na dobranoc.

Że nastolatków - zwłaszcza chłopców - do oglądania erotyki zachęcać nie trzeba, to fakt. Hormony "jakoś" wyszaleć się muszą. Rodzicom na pewno jednak nie zależy, by te poszukiwania przyspieszać. A już na pewno, by dziecko zetknęło się z pornografią w momencie, kiedy nie wyrosło jeszcze z bajek o księżniczkach i zaczarowanych żabach. Okazuje się jednak, że uchronienie malucha przed erotyką to w XXI w. nie lada wyczyn.

Co kilkulatek, jeśli tylko umie napisać na klawiaturze tytuł ulubionej bajki, znajdzie w Internecie? Sprawdziliśmy to korzystając z wyszukiwarek Wirtualnej Polski, Onetu oraz Interii. Przed komputerem spędziliśmy zaledwie godzinę. Ale już to wystarczyło, by ze zdziwienia zrobiły się nam taaakie duże oczy. Niemal, jak u pewnego wilka...

MEGABIUSTY I LALKI BARBIE

Przede wszystkim bez filtru rodzinnego - a taki automatycznie ustawia się jedynie w Onecie - po wpisaniu tytułu bajki wyszukiwarki od razu polecają strony z pornografią (bo erotyką nazwać to trudno). Serwisy tego rodzaju plasują się zwykle w pierwszej dziesiątce, a czasem nawet w pierwszej trójce podawanych adresów. Co znajdzie na nich dziecko?

Na miły podróży po internecie początek, hasło Kopciuszek kryje m.in. "J...ne Niunie", a Jaś i Małgosia "megabiusty, wielkie cycki" oraz "polskie dziwki". Rodzimą urodę docenia zwłaszcza serwis, na który trafimy wpisując hasło Sierotka Marysia. Tam kilkulatek może najpierw przeczytać iście bajkowy - i z pozoru niewinny - wstęp. Jak głosi reklama, autorzy strony gardzą "nadmuchiwanymi lalkami Barbie", gdyż "(...) wokół nas jest tyle pięknych kobiet. Kopciuszków, które za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mogą się przemienić we wspaniałą księżniczkę z Bajek 1001 Nocy"... Barbie, Kopciuszek - do kompletu brakuje tylko Baby Jagi. A zaciekawione dziecko może czytać dalej... I poznać bliżej kilkanaście ambitnych Polek. Np. Anulkę z Gdyni, która - jak głosi podpis do fotografii - "jest dojrzałą i bardzo namiętną s...ką jak sama o sobie mówi. Uwielbia l...ć i być l...a. Jak widać na zdjęciu lubi tez przeżuwać...:-)". Pokaźną konkurencję stanowi dla niej Justyna. "Zaprezentowała nam jak potrafi się zadowolić swoim wibratorem. Potem w ruch poszły p...i, ś...i, m...i aż dopadł ją orgazm, gdy miała w sobie prawie całą b...ę... WOW!" - zachwyca się autor serwisu. Cóż, chylimy czoła przed rodzicem, który będzie umiał wytłumaczyć kilkulatkowi, o co z tym lizaniem, świeczkami i butelką dokładnie chodzi...:-(

A co z tytułową sierotką Marysią? Otóż, drogie dzieci i dorośli, okazuje się, że "Sierotka jest dziewczyną do towarzystwa. Lubi zarówno chłopców jak i dziewczynki." Byle nie pomylić z baby-sitter...

WŚRÓD KRASNOLUDKÓW I... IMPOTENTÓW

Przed pornografią można dziecko obronić. Wystarczy zainstalować w domowym komputerze filtr rodzinny - to wiadomość dobra. Wiadomość zła to fakt, że nie istnieje filtr, który chroniłby również przed wulgaryzmami. Choćby dlatego, że na wielu stronach co mocniejsze określenia są częściowo "kropkowane". W dodatku język polski ma już taką urodę, że nawet w wyrazie "zakochuje" tkwi nieprzyzwoity zestaw liter...

Na ile bajka może być nieodpowiednia dla dzieci? Ano poczytajmy: "Była sobie kiedyś młoda królewna, której widok sprawiał wszystkim przyjemność. Obdarzona była też nadzwyczaj miłym charakterem. Zwano ją Śnieżką, co wskazywało na rasistowskie połączenie przyjemnych i atrakcyjnych cech z bielą, a nieprzyjemnych i nieatrakcyjnych z czernią. I tak już w młodym wieku królewna Śnieżka stała się nieświadomym obiektem manipulacji będącej przejawem dyskryminacji kolorowych" - tak zaczyna się, krążąca po internecie nowoczesna bajka, której autorem jest James Finn Garner. Niewinne i zabawne? Tylko z pozoru. Później bowiem uśpiona Śnieżka ma zostać główną atrakcją... centrum terapeutycznego dla impotentów. A wszystko za sprawą niezwykle praktycznych krasnoludów... Dla większości internautów tego rodzaju bajka to dobry dowcip. Jednak rodzicom, których dzieci po lekturze zapytają "a kto to impotent?" może wcale nie być do śmiechu...

Jeszcze ciekawsze rewelacje czekają na maluchy na stronie "O Jasiu i Małgosi". Tam można poczytać wierszyk:
"Mam tsy latka, tsy i pół,
ch*em sięgam ponad stół.
Do psedskola chodzę z wódką,
Mam fartusek z prostytutką (...)"
I tak dalej jeszcze przez dwie zwrotki... Niestety autor tego wiekopomnego dzieła pozostaje nieznany. Podobnie zresztą jak osoby, które wymyśliły i umieściły w internecie kilka serii bajkowych dowcipów. Np. o Sierotce Marysi: "Sierotka Marysia idzie do łazienki wykąpać się. Krasnoludki chcą ją podglądać, jednak są za małe, aby dosięgnąć dziurki od klucza. Uradziły więc, że staną jeden na drugim, a ten na górze będzie ją podglądał i mówił pozostałym co widzi. Gdy już dosięgnął dziurki od klucza mówi:

- Zdjęła stanik!
- Zdjęła stanik, zdjęła stanik, zdjęła stanik... - powtarzają szeptem jeden drugiemu, aż wieść doszła do stojącego na dole.
- I co, i co, i co? - pytanie wraca do tego na górze.
- Zdjęła majtki!
- Zdjęła majtki, zdjęła majtki...
- I co, i co, i co?
- Nic, stoi.
- Mnie też, mnie też, mnie też..."
Zabawne? Oczywiście. Ale czy aby na pewno tego rodzaju dowcipy nadają się dla każdego czytelnika? Bez względu na jego wiek? Niestety autorzy stron internetowych takie pytanie zadają sobie niezwykle rzadko. Zamiast nich robią to na razie naukowcy. W grudniu 2002 r. Rzecznik Praw Dziecka zorganizował nawet specjalną konferencję pod hasłem: "Dziecko a Internet. Szanse - zagrożenia".

Przepisów, które chroniłyby maluchy przed szkodliwymi treściami w sieci właściwie nie ma. A gdyby nawet istniały, to nie wymyślono jeszcze technologii, która zapewniłaby ich przestrzeganie. Nie ma komputera, który po dotyku na klawiaturze rozpozna, że ma do czynienia z kilkulatkiem. Albo "zawiesi się" na moralnym dylemacie: otworzyć czy nie stronę z megabiustem?

Co więc zrobić, żeby internet uczył i bawił, ale nie był zagrożeniem? Rodzicom pozostaje tylko jedno: nie spuszczać dziecka - i ekranu komputera - z oczu.

Ramka:
Z badań przeprowadzonych w październiku 2002 r. na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka wynika:

- 64% badanej młodzieży (w wieku 13-15 lat) miało nieoczekiwany kontakt z erotycznymi treściami w internecie.

- Najrzadszym powodem otwierania się stron erotycznych jest zapotrzebowanie na te strony.

- W zależności od płci i wieku 31-45% badanej młodzieży otrzymuje takie zaproszenia i prośby na swój adres e-mailowy, które mogą potencjalnie narażać na kontakt z treściami erotycznymi.

- 44% badanych, którzy otrzymali zaskakujące listy e-mailowe, wskazywało treści erotyczne, w tym listy od pedofili, propozycje współżycia, oferty prostytutek, pracy w nocnych klubach.

- Tylko 19% badanej młodzieży rodzice ustalili zakres korzystania z internetu.


Przykładowe odpowiedzi trzynastolatków na pytanie o najbardziej zaskakujący list w ich skrzynce e-mailowej:
- od nieznajomego dorosłego z propozycją spotkania i seksu
- od sześćdziesięciolatka, który nigdy nie miał kobiety
- pytanie od mężczyzny, czy chciałabym pracować w nocnym klubie
- od nieznajomego z sexy-obrazkami
- od pedofila
- reklama strony erotycznej

Małgorzata Karnaszewska


NAJLEPSZYM FILTREM JEST RODZIC
Rozmowa z Pawłem Kierenko z Biura Rzecznika Praw Dziecka, organizatora konferencji "Dziecko a Internet. Szanse - zagrożenia":

ŚK: Czy jeśli kilkulatek przypadkiem zobaczy w sieci "gołe" zdjęcia, może mu to jakoś zaszkodzić?
PK:
Oczywiście. Treści czy obrazki pornograficzne wpływają i to bardzo negatywie na psychikę małego dziecka. Z kolei, jeśli chodzi o dzieci starsze, kilkunastoletnie, z naszych badań wynika, że najbardziej popularną formą korzystania z internetu są czaty. I na tych czatach dzieci spotykają czasem osoby dorosłe, pedofilów. Dostają też często e-maile z filmikami pornograficznymi albo wręcz z tego rodzaju propozycjami. To jedne z głównych zagrożeń.

ŚK: Czy można z tym jakoś walczyć?
PK:
Podczas konferencji nie było tak do końca zgody, czy można temu skutecznie przeciwdziałać. Obecnie nacisk kładzie się głównie na edukację medialną. W trakcie konferencji Minister Edukacji zapowiedział, że są już prowadzone rozmowy po to, by w przyszłym roku taki przedmiot wszedł normalnie do programu nauki. Z kolei w krajach Europy Zachodniej działają bardzo silne organizacje pozarządowe. Jest szereg wolontariuszy, którzy surfują i szukają w sieci podejrzanych stron. A gdy takie wyłapują, zgłaszają to agencjom rządowym, które je kasują. W Polsce działa już w ten sposób Fundacja Kidprotect. W Komendzie Głównej Policji powołano też specjalny pion, który usiłuje śledzić polskie strony w sieci szukając na nich pornografii czy pedofilii. Dwa lata temu okazało się np., że na serwerze Uniwersytetu Warszawskiego na liście dyskusyjnej kontaktują się ze sobą pedofile.

ŚK: A co w takiej sytuacji powinni robić rodzice?
PK:
Są programy filtrujące, ale można je oszukać. Rodzice nie mogą ich traktować jak stuprocentowe zabezpieczenie. Najlepsza forma kontroli jest wtedy, gdy dziecko korzysta z internetu razem z dorosłym opiekunem. Na konferencji przytoczono choćby przykład, kiedy rodzic szukał razem z dzieckiem informacji na temat baroku. Cóż bardziej literackiego, niż barok? Ale po wpisaniu tego słowa do wyszukiwarki, jako jedna z pierwszych pojawiła się strona erotyczna. Niestety rodzic jest - i pewnie długo jeszcze będzie - najlepszym "filtrem". To on musi dziecku powiedzieć: "Z tego nie korzystamy".


W artykule wykropkowano wyrazy najbardziej wulgarne i drastyczne sceny