Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: PRZEWODNIK (DEZ)INFORMUJE? - Przewodniki turystyczne PRO-TEST: Nr 11 (15) listopad 2002
PRZEWODNIK (DEZ)INFORMUJE? - Przewodniki turystyczne Na lewo Luwr, na prawo most Karola... Co roku za granicę wyjeżdżają miliony Polaków. Szukają zabytków, tłoczą się w muzeach, pozują przy każdym, stającym im na drodze, pomniku. Chcą spędzić Urlop Idealny: tanio, ciekawie i bez problemów. Dlatego przed podróżą wydają majątek na zagraniczne przewodniki. Czy jednak nie są to pieniądze wyrzucone w błoto?

Czego spodziewa się turysta po nowo zakupionym przewodniku? Informacji o godzinach otwarcia muzeów i cenach biletów. Wskazówek, jak w obcym mieście odnaleźć wszystkie atrakcje. Kilku ciekawostek z historii, kilku starych legend... Niestety na polskim rynku właściwie nie ma tytułów, które by to zapewniały.

NA SŁOWO HONORU

Problemy zaczynają się już w momencie, kiedy - idąc za radą przewodnika - wybieramy miejsce noclegu. Krótkie notki reklamujące hotele, pensjonaty i schroniska młodzieżowe mogą zupełnie nie pokrywać się z rzeczywistością. Choćby dlatego, że autorzy przewodnika nie działają incognito. - Jeśli chodzi o przewodniki, które sami przygotowujemy, zawsze wysyłamy autorów w opisywane miejsca. Mają wtedy obowiązek sprawdzić wszystkie dane i przywieźć potwierdzenie pobytu. Wiadomo, że są autorami Pascala. Czy przyznają się na miejscu do celu wizyty? Pewnie tak, skoro mają delegacje i muszą potwierdzić swój pobyt - mówi Irena Świątkowska z wydawnictwa Pascal.

Placówki, które ubiegają się o wpis do przewodnika, uprzedzone o gościu z wydawnictwa, mogą mu się zaprezentować od jak najlepszej strony. A to wcale nie oznacza, że pozostałych klientów traktują tak samo. W dodatku, gdy lokal, hotel czy pensjonat raz zaistnieje na stronach przewodnika, autorzy zwykle już do niego nie wracają. Nie sprawdzają naocznie, czy jego standard nie uległ zmianie. Dlaczego? - Wtedy nie zmieścilibyśmy się z kosztami - zdradza Izabela Matys z "Wiedza i Życie".- Niemożliwe, żeby jeździć za granicę i to sprawdzać. W przypadku restauracji polecamy zwykle lokale znane osobom, które piszą przewodnik. Są też ekipy, które na początku sprawdzają większość hoteli, ale później zwykle prowadzimy tylko wywiad telefoniczny - dodaje. A "wywiad telefoniczny" oznacza, że redaktorzy wierzą na słowo kierownikom reklamowanych hoteli. Pytanie tylko, który szef będzie na tyle uczciwy, by przyznać się, że jego "trzy gwiazdki" straciły na blasku...

AKTUALNIE, CZYLI ROK TEMU...

Turysta dojeżdża na miejsce, rzuca bagaże na łóżko, idzie na pierwszy spacer i... Pojawiają się kolejne problemy. Nieaktualne godziny otwarcia muzeów, ceny biletów, czasem nawet brak informacji o atrakcjach, które powstały w ostatnich latach. Dlaczego? Bo przewodniki są aktualizowane średnio co dwa lata. A nawet rzadziej, jeśli przez ten czas nie wyczerpie się ich nakład. Szczególnie rzuca się to w oczy w książkach o Nowym Jorku. Wszystkie dostępne na rynku tytuły, jako jedną z atrakcji miasta polecają... wieże WTC. Po zamachu 11 września żadne z wydawnictw nawet nie pomyślało, by np. dołączyć do już istniejących książek specjalną wkładkę. A druku nowych, poprawionych przewodników, też nie ma na razie w planach. - To nie jest powód, żeby rezygnować z książki, która w pozostałej części jest bardzo aktualna. Wszyscy na świecie wiemy, że już tych wież nie ma - przekonuje Izabela Matys. - Zresztą dla nas typowe uaktualnienie dotyczy przede wszystkim informacji praktycznych. Np. godzin otwarcia muzeów, cen, waluty... Natomiast wież już nie ma i nie sądzę, żeby znalazł się jakikolwiek człowiek, który o tym nie wie - tłumaczy.

Datę 11 września zna cały świat - to fakt. Ale turyści i tak na pewno chcieliby coś na ten temat przeczytać. Choć parę zdań, które przybliżałyby dramat Amerykanów. Jak po zamachu zmieniło się życie w Nowym Jorku. Jakie są plany uczczenia pamięci ofiar... Tymczasem wydawcy to lekceważą.

Podobne problemy już niedługo będą mieli turyści odwiedzający Pragę. Wygląda na to, że wydawnictwa, szykując kolejne przewodniki, zignorują tegoroczną powódź. - Akurat na przyszły rok planujemy dodruk i nie mamy takiej wzmianki w planie. Ale zastanawiamy się nad inną opcją - żeby przewodnik pozyskiwał środki na odbudowę Pragi. Choć też nie do końca jeszcze wiemy, czy ten przewodnik na pewno się w przyszłym roku ukaże... - mówi przedstawicielka "Wiedzy i Życia". Cóż, kataklizm stulecia to najwyraźniej za mało, by któryś z autorów pofatygował się i dopisał kilka zdań do historii miasta...

GDY RAJ ZAMIENIA SIĘ W CZYŚCIEC

Czego jeszcze złakniony wiedzy obieżyświat może się spodziewać? Czym może zaskoczyć właśnie kupiony - i to za niemałą sumkę - przewodnik? Możliwości "wpadek" są nieograniczone. Czasem przy opisie kolejnych atrakcji brakuje informacji... gdzie one się znajdują albo jak brzmi ich lokalna nazwa. Tego rodzaju niespodzianki czekają np. w przewodniku "Wiedzy i Życia" po Budapeszcie. Zapewniam jego autorów, że szukanie stacji wyciągu krzesełkowego w momencie, kiedy turysta nie ma adresu i nie wie, jak "toto" opisać po węgiersku, nie należy do łatwych zadań...

Najczęściej zażalenia czytelników dotyczą jednak miejsc, które przewodnik poleca jako "ciche i spokojne" - czyli idealne na wypoczynek. Mechanizm jest prosty. Najpierw przewodnik reklamuje sielski zakątek, później ludzie ten opis czytają, tłumnie się do owego raju zjeżdżają i sami zamieniają go w kolejny, zatłoczony kurort. - W tym roku miałam taką przygodę w Chorwacji - opowiada przedstawicielka Pascala. - Służby porządkowe nie nadążały ze sprzątaniem, sanitariatów było za mało... I nagle opisywany przez nas cichy i czysty zakątek zamienił się w miejsce, w którym imprezy trwały do białego świtu, a do toalet nie można było wejść, bo były tak brudne...

Co może zrobić, rozczarowany przewodnikiem, turysta? Napisać skargę do wydawnictwa. Albo wyżalić się na forum w internecie. Teoretycznie, każdy z takich głosów powinien być przez redaktorów zauważony i sprawdzony. Teoretycznie, mylący zapis powinien zniknąć. W praktyce jednak większość obecnych na rynku przewodników to polskie wersje językowe pozycji pisanych za granicą. I wydawcy właściwie nie mają wpływu na ich treść. - Czasami licencja dopuszcza zmiany w tekście tylko do pięciu procent - tłumaczy Irena Świątkowska. Efekt? Choćby taki, że w wydanym przez Pascala przewodniku po Amsterdamie polecane jest schronisko, które w internecie goście opisali jako brudne, niebezpieczne i pełne narkotyków. I nawet, gdyby polscy redaktorzy chcieli zmienić opis, dużych szans na to nie mają...

Czy więc przewodnikom można ufać? Na pewno nie ślepo. Lepiej przejrzeć książkę zaraz po jej kupieniu, a nie dopiero na wyjeździe. Wtedy zorientujemy się, czy nie brakuje w niej np. przydatnych adresów. Jeżeli na jakiejś informacji zależy nam szczególnie, warto ją potwierdzić - choćby w internecie. A najlepiej wziąć ze sobą nie jedno, ale kilka konkurencyjnych wydawnictw - tak na wszelki wypadek. Polecam wciąż niedoceniane biblioteki. Na ich półkach stoi zwykle równy rząd przewodników. Co prawda sprzed paru lat, ale skoro te w księgarniach są równie nieaktualne - co to za różnica? A zaoszczędzone pieniądze można wydać na pamiątki z podróży...


Wszystkie dostępne na rynku przewodniki po Ameryce, jako jedną z atrakcji Nowego Jorku polecają... wieże WTC.


Czasem przy opisie kolejnych atrakcji brakuje informacji... gdzie one się znajdują albo jak brzmi ich lokalna nazwa.