Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Chłopcy z pracy dłoni - złodzieje z hipermarketu PRO-TEST: Nr 4 (32) kwiecień 2004
Chłopcy z pracy dłoni - złodzieje z hipermarketu Są zmorą ochroniarzy. Nie są zakałą szkoły. Nie mają uczciwego sposobu na zarobek. Mają wielkie poważanie na osiedlu. Złodzieje z hipermarketów przestają być traktowani jak margines.

W Lublinie była impreza. Najnowszy polski festyn - otwarcie hipermarketu. Wielka hala, promocje promocji, gra Ich Troje, ksiądz pokropił. Wreszcie fala ludzi głodnych okazji zalewa kolejne sektory.

"Często kody zabezpieczające dają się zdejmować. Chowam fant do koszyka i idę w jakieś słabo kontrolowane miejsce. I tam manipuluję."


Marcin pójdzie na kosmetyki, Łukasz obejrzy buty, Wojtek z Krystianem pokręcą się po dziale RTV. Taki złodziejski zwiad na łownych terenach. Inny Marcin, jako początkujący, obsłuży sektor ze spożywczymi drobiazgami. Na lepsze fanty jest jeszcze za krótki. - Ale się wyrobi. Najważniejsze, że ma wczuwkę. Nie drepcze przy półce z rozbieganymi oczami. - mówi Wojtek. Niepozorny jak na szefa grupki okradającej sklepy.

Łyżeczką po półkach

Spotykam się z nim w osiedlowej kawiarence. Ot, kolejny nastolatek, którego trudno odciągnąć od komputera. Zaspane oczy, resztki trądziku, sączy piwo ze skwaszoną twarzą. Beznamiętnie tłumaczy: - Źle, jak zaczniesz myśleć, że ktoś cię obserwuje. Z upatrzonym fantem nie możesz jak pies z jeżem. Owszem wcześniej obczajam dyskretnie teren. Ale jak już się zdecyduję, to działam niby z marszu. Taki mus. Jak zacznę się wahać, od razu się to rzuci w oczy. Trzęsionego czuć na kilometr.

Ochroniarz z E.Leclerca: - Każdy kradnący łepek wyróżnia się. Tak jak ściągający na klasówce. Z łatwością ich wyłapujemy. Tylko czasem giną jakieś drobiazgi, głównie spożywcze. Trzymamy rękę na pulsie.

- Powiedz, który tak pyszczy. Chłopaki na jego zmianie wyniosą fanty za kilkaset złotych - odgraża się Wojtek.

"Raz rozebrałem wiertarkę na części i kawałek po kawałku wyniosłem. Zajęło mi to pół godziny."

Na otwarciu bazaru, jak nazywają złodzieje hipermarket, niby łatwo coś ukraść. Pełno ludzi, zieloni jeszcze ochroniarze - to dobry grunt pod "wędkę". - Spokojnie, musimy najpierw przeorać, zbadać teren. Trzeba się dowiedzieć, gdzie są kamery. Sprowokować ochronę.
- Po co?
Zirytowany moim frajerstwem Wojtek tłumaczy: - Muszę wiedzieć, po jakim lodzie stąpam. Trzeba wysłać "na rybkę" jakiegoś nowego. Ma kraść ale tak, żeby go złapali. Łazi spięty, kaptur na głowie. Drapie się po łbie. Rozgląda się. Bierze jakiś drobiazg. Rozgląda się. Za chwilę go mają. Ochroniarze przybiegają, wiesz, tacy dumni, w pięciu. Każdy z mordą, jeden drugiego chce przekrzyczeć. I teraz bywa różnie: W jednym markecie dzwonią po policję, w drugim kopną w d... i wypuszczą, w trzecim zechcą 50 zł "tytułem opłaty manipulacyjnej" - opowiada złodziej. - Ale kilku za "wędkę" już zdrowo oberwało. Ziomka zaciągnęli do kanciapy. A że wyszczekany, to wyszedł posiniaczony i ze skruszonym zębem - wspomina. - Trudno ochronie coś udowodnić. I jeszcze czasem mogą szantażować kasetą z nagraną twoją kradzieżą - dodaje.

Delikwent wysłany "na rybkę" i złapany, może się wiele dowiedzieć. Zapamięta twarze wielu ochroniarzy, to ważne bo czasem robią za tajniaków. Przytargają go do pokoju dla ochrony. Już wie, czy mają kamery. Jeśli tak, to będzie znał ich umiejscowienie na hali. Wyniucha, czy goryl to facet po kursach czy zwykły kark, co najpierw przyłoży, a później pyta.

Agnieszka Pawlak, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie:
Nie posiadamy dokładnych danych liczbowych akurat o kradzieżach z dużych sklepów, ponieważ nie są one notowane jako odrębne wykroczenia czy przestępstwa. Czy sprawcy są w określonym wieku? Wbrew powszechnym sądom nie tylko nastolatkowie czy dzieciaki parają się tym procederem. Łapane były również osoby po trzydziestce, czasem kradli i emeryci. Nie wszyscy przywłaszczają sobie towary ze względu na chęć zysku, bywa, że kradną z głodu. Ostatnio na gorącym uczynku przyłapana została uboga kobieta w wieku ponad 70 lat - próbowała bez zapłaty wynieść kawał surowego mięsa. Kara dla złodzieja zależy od wartości towaru. Jeżeli cena nie przekracza 250 zł, to kradzież jest traktowana jako wykroczenie. Powyżej tej kwoty oskarża się o przestępstwo. W obu wypadkach zawiadamiającym sąd musi być właściciel sklepu. Ostatnio częste są spekulacje na temat uprawnień ochrony w marketach. Zapewniam, że tylko policja i straż miejska mają prawo do przeszukania podejrzanej osoby.

Isolda de Saint-Paul, rzecznik prasowy sieci Real:
Największym zainteresowaniem wśród złodziei cieszą się słodycze, kosmetyki, alkohole, nośniki audio-video, gry, zabawki, narzędzia, odzież i żywność. Czasem są próby kradzieży drobnego sprzętu RTV, na przykład discmanów. Muszę przyznać, że pomysłowość złodziei jest naprawdę ogromna. Często stosowaną metodą kradzieży jest chowanie towaru pod ubranie lub wkładanie go na siebie. Zdarza się, że ktoś upchnie sobie skradziony towar w majtkach. Popularne jest również przepakowywanie jednego artykułu do opakowania innego - oczywiście tańszego lub chowanie drobnych, ale wartościowych przedmiotów do dużych opakowań z innymi produktami. Dość rozpowszechnione jest także przeklejanie etykiet z cenami lub usuwanie z towaru zabezpieczeń. Niektórzy podejmują przy kasie próby przepchnięcia opakowania z towarem po podłodze. Sprawcy są praktycznie w każdym wieku - od siedmioletnich dzieci po siedemdziesięcioletnich staruszków. Nie każdy jest przekazywany przez nas policji. Wszystko zależy od sytuacji: od rodzaju i wartości skradzionego towaru, od tego, czy złodziej został przyłapany przez naszą ochronę po raz pierwszy czy któryś z rzędu, czy wykazuje skruchę i chęć polubownego załatwienia sprawy czy awanturuje się. Nasza ochrona nie może przeszukiwać zatrzymanych osób; albo zatrzymany sam okaże zawartość torby czy kieszeni, albo jest wzywana policja, która ma stosowne uprawnienia.
- Nie strach o policję, kolegium?
- Człowieku! Dalej nie jarzysz? "Na rybkę" nie zwijasz jakiegoś aparatu. Pyrasz, niech będzie, czekoladę. Za to nie wezwą piesków z komisariatu - Wojtek tłumaczy z politowaniem. Sam jednak jest już wielokrotnie notowany przez policję. - Mam u nich gustowne fotki. Cud, że do szkoły to nie doszło - wpadał za droższe towary. - Ostatnio złapali mnie za kradzież aparatu. Jednego dnia wyniosłem cztery sztuki. Wpadłem przy piątym. Łatwość z jaką mi szło i chytrość mnie zgubiły. Teraz mam zasadę: brać łyżeczką, nie chochlą - zaznacza mentorskim tonem.

Elementarz wędkowania

A rodzinę ma taką zwykłą. Wydawałoby się, że niemal jak z elementarza. Ojciec urzędnik w skarbówce, matka uczy matematyki w gimnazjum, starsza siostra kończy studia i wiedzie prym jako przedstawiciel handlowy.
- Nie w smak ci iść w ich ślady? - pytam.
- Kto mówi, że nie. Teraz kończę technikum. Później zarządzanie na polibudzie. Doświadczenie już mam. Nie chwaląc się, to ja organizuję wędkę - śmieje się.

Wojtek z szajką stoją przed hipermarketem. Wyglądają na grupkę nastolatków lubiących hip-hop i jazdę na deskorolce. Żadne zdegenerowane towarzystwo. Ponoć nie mają nawet większych problemów w szkole. Dowcipkują trochę na siłę - takie pompowanie luzu. - Nie oszukuję sam siebie. Stres jest. Lepiej to przyznać niż rżnąć twardziela - twierdzi Wojtek.

Ubrani są zazwyczaj w luźne ciuchy. Łatwiej w nie upakować fanty. - Choć dla ściemy dobry jest jakiś bejowski wygląd - mówi Wojtek. Prymus w okularach, garnitur i walizeczka w ręku, człapiący między półkami długowłosy z szalikiem wokół szyi - to typowy bej. - No, zwykły frajer - tłumaczy.

"Kiedyś po browarze głód nas ssał. Z marketu wyszliśmy z kieszeniami pełnymi orzeszków ziemnych. Teraz obsługa zmądrzała i zatrudnili ekspedientkę, która je porcjuje."


Jednak metoda "na ściemę" z wyglądem nie jest już dobra. Ochroniarze nikomu nie ufają. - Interesujące, że schwytaliśmy już kilka kobiet, nawet emerytek - słyszę od ochrony w lubelskim Realu. Podobnie mówią w E.Leclercu: - Sprawcy nie zawsze pochodzą z marginesu. Mało tego, menelstwa jest mniej. Wiek kradnących też jest różny. Łapiemy osoby od pięciu do 85 lat.

Taktyka złodziejaszków zależy od rodzaju sklepu. - Łatwiejsze są konglomeraty typu "mydło i powidło". Gorzej z wyspecjalizowanymi RTV albo budowlanymi - mówi Wojtek. Na samą akcję nigdy nie idą w więcej niż dwóch. Chociaż bywa, że specjalnie dla zwrócenia uwagi w pięciu oblegają jakieś stoisko. Wtedy ktoś inny z szajki ma większą swobodę w słabiej obserwowanej części sklepu.

Tak czy inaczej najważniejsza jest technika. Kradną niemal wszystko, co mogą na sobie upchać. Wojtek idzie na przykład do stoiska muzycznego. Wiele płyt daje się otworzyć - wystarczy tylko sam dysk schować do kieszeni. Odwiedza półki z alkoholami, szczególnie tymi droższymi. Łatwiej je ukraść, bo butelki nie mają kodów zabezpieczających. Łatwiej też sprzedać - kto z kumpli na osiedlu nie kupi wódki za 30% sklepowej ceny. Zagląda na dział techniczny. Tu już trzeba więcej sprytu. - Mam ziomka, chyba najlepszego w naszym fachu, ten to kamerę potrafi ukraść. Szacunek - kwituje nie bez zazdrości Wojtek. Opowiada też o jakimś zapalonym sportowcu, który wyniósł ciężarki w sumie ważące pięć kilo.

Marka rabusia

- Nie boisz się ochrony?
Wojtek macha lekceważąco ręką. - Bardziej mnie stresują kamery. Tajniaków zazwyczaj rozpoznaję z daleka. Nie obchodzą ich towary, najczęściej noszą albo pusty koszyk albo mają jeden drobiazg w środku.

Nawet jeśli go złapią to zwykle ma puste kieszenie. Najczęściej zaraz po wędce przekazuje łup jednemu z kolegów. - Ochrona z pompą ciągnie mnie przez halę do kanciapy. Nic nie znajdują. Najwyżej trochę bluzgów zbieram.

Mówi też, że ochrona czasem bierze łapówki. - Byli tacy, z którymi się działkowaliśmy. Dostawał stówę za słaby wzrok.


"Jak to często bywa, otworzyłem paczkę cukierków i kilka zjadłem. Resztę słodyczy z otworzonego opakowania zabrali zwykli klienci - pewnie myśleli, że to promocja."

A co ze sprzedażą fantów? - Moja marka mówi za siebie. Często pracuję na zamówienie. Sprzedaję za około 25% ceny. Czasem za miesiąc wyciągnę 1,5 tys. zł. Ale na konto nie odkładam - wyznaje Wojtek. Złodzieje nie oszczędzają. Żyją chwilą. - Mam gest. Imprezy osiedlowe z wódką, pizzą, trawką... - nie ukrywa Wojtek. To właśnie wędka pozwoliła mu być kimś na osiedlu. Zna teraz wszystkich ważniejszych zakapiorów. To swoista polisa ubezpieczeniowa. Zazdroszczą mu i młodsi i starsi. Podziwiają koleżanki. Bryluje na towarzyskich spędach pod klatkami.

Jednak złoty okres kończy się Wojtkowi. - Chcę się czegoś normalnego zacząć uczyć. Zresztą mam ponad 19 lat, a pełnoletni podpada pod cięższy paragraf. Może jeszcze pojadę na akcje gdzieś do Niemiec. Może zajmę się paserką. A może zostanę zwykłym bejem?