Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Surrealizm w wielkim mieście - flash mob PRO-TEST: Nr 7/8 (35) lipiec/sierpień 2004
 Surrealizm w wielkim mieście - flash mob Stoimy na stacji metra w Warszawie i nieoczekiwanie wszystkim dookoła wypadają z kieszeni łyżeczki do herbaty. Idziemy ulicą Marszałkowską, mijając grupkę ludzi, ni stąd ni zowąd świętującą Sylwestra 2005. Pod ambasadą amerykańską w Berlinie nagle kilkadziesiąt osób wznosi toast na cześć niejakiej Nataszy. O co chodzi?! Na to pytanie od uczestników tych dziwnych akcji odpowiedzi nie uzyskamy.

Zdaniem psychologa
Dr Ireneusz Siudem, Zakład Psychologii Społecznej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie:

Flash Mob to przede wszystkim potrzeba przeżycia czegoś nowego, często nietypowego. Badania psychologiczne pokazują, że ludzie różnią się od siebie nasileniem potrzeby poszukiwania wrażeń. Niektórzy potrzebują wielu silnych i nietypowych bodźców, żeby tę potrzebę zaspokoić. Może być to spowodowane dużą monotonią otaczających nas i, w gruncie rzeczy, męczących bodźców (reklamy, ulicznego gwaru, natłoku informacji). Człowiek żyjący w takim zgiełku broni się, stawiając jakby zaporę, która ogranicza dostęp stymulacji do mózgu. W tej sytuacji powstaje "głód", potrzeba silnych wrażeń i przeżyć. Są one niezbędne do zachowania równowagi psychicznej. Taką koncepcją można tłumaczyć to zjawisko, jak i na przykład chęć uprawiania sportów ekstremalnych czy słuchania głośnej muzyki przez młodzież.
O sobie mówią, że buntują się przeciw rutynie typowego dnia w wielkim mieście. Ich akcje nie niosą za sobą żadnego przesłania. Umawiają się przez internet w danym miejscu i o danej porze, aby zrobić coś oryginalnego. Tworzą "nagły tłum", realizują absurdalną akcję, po czym rozchodzą się i po zdarzeniu zostają jedynie zszokowane miny na twarzach przechodniów. Ideą Flash Mobu jest brak idei.

Ale o co chodzi?!

W czerwcu 2003 r. pierwszy Flash Mob zorganizował trzydziestoletni internauta z Nowego Jorku. Tajemniczy Bill rozesłał informacje o akcji drogą mailową. Okazało się, że akcja wzbudziła wielkie zainteresowanie i na umówionym miejscu stawiły się setki nowojorczyków. Zgromadzili się w jednym z centrów handlowych chcąc kupić "dywaniki miłości". Zdziwieni sprzedawcy usilnie tłumaczyli, że nie mają takich w asortymencie swojego sklepu. Od tej chwili tego typu happeningi odbywają się na różnych kontynentach, w bardzo wielu krajach.

Uczestnicy się nie znają. Ważne jest to, że robi się wspólnie coś surrealistycznego, nie mającego sensu. Jedno z haseł portalu internetowego zajmującego się organizowaniem Flash Mobów brzmi: "Rozjaśnijmy szarość dnia". Wygląda pięknie, ale czy nikt nie ma nic przeciwko? Happeningi nie mogą pozostawiać po sobie śmieci, ani stwarzać niebezpieczeństwa dla otoczenia. Ich organizatorzy dobrze o tym pamiętają, często powtarzając to innym uczestnikom na specjalnych forach internetowych. Niektórzy jednak denerwują się, widząc na przykład zakapturzoną grupkę udającą mnichów w warszawskim Empiku. W tym przypadku pracownicy sklepu byli zdezorientowani. Innym razem sprzedawcy McDonald’sa obsługujący następnego z kolei klienta zamawiającego hamburgera o nazwie, która nie istnieje, też nie byli zbyt zadowoleni.

czarniLubią szokować

Co ciekawe, entuzjaści Flash Mobów to nie tylko młodzież. Przedział wiekowy jest tu ogromny. Często na akcjach pojawiają się i starsi ludzie, którzy bawią się równie dobrze jak młodzi.

Na Moby coraz częściej zaczęła przychodzić policja. W Berlinie na jednej akcji liczba policjantów przekroczyła liczbę mobowiczów. Doszukują się czegoś niezgodnego z prawem, chcą zaprowadzić porządek, ale za każdym razem okazuje się, że nie ma takiej potrzeby. A jak to wygląda w Polsce? - Jeżeli akcje te nie naruszają przepisów prawa obowiązującego w Polsce, a także zasad współżycia społecznego, policja nie ma nic przeciwko nim - mówi rzecznik Komendanta Stołecznego Policji, nadkom. dr Mariusz Sokołowski.

Akcje ze świata
Denver: kilkaset osób głośno krzyczy z górnych pięter domu towarowego "ping", a dół odpowiada im "pong"

Londyn: 300 osób wpada do ekskluzywnego sklepu z meblami i zaczyna zachwycać się jedną kanapą

Ateny: na jednym z dworców wszyscy nagle zaczynają szorować ściany

Paryż: w parku po jednej stronie stawu gromadzą się ubrani na czarno, po drugiej ubrani na biało; nagle "czarni" zaczynają gonić "białych" dookoła stawu

Melbourne: tłum ludzi w żółtych gumowych rękawicach wskazuje palcem niebo
W Polsce istnieje już bardzo dużo organizacji zajmujących się planowaniem Flash Mobów. Niemal w każdym mieście można spotkać tajemnicze "nagłe tłumy". Na akcje wybierane są najczęściej charakterystyczne miejsca, takie jak Spodek w Katowicach, Rotunda w Warszawie czy Sukiennice w Krakowie.

Dziewiętnastoletni Tomek chodzi na Moby od kilku miesięcy. Zapisał się na forum, gdzie sam może zgłaszać swoje pomysły na nowe akcje. Inni internauci mogą pomysł skomentować, odrzucić lub modyfikować. Ostateczny plan rozesłany zostaje drogą mailową. Wszyscy synchronizują swoje zegarki i wyruszają w ustalone miejsce. Po zrealizowanej akcji dzielą się swoimi opiniami na forum. - Powstaje taka nasza mała wspólnota - komentuje Tomek. - Na forum rozmawiamy również na zupełnie inne tematy. Ostatnio nawet zorganizowaliśmy zlot mobowiczów w jednym z warszawskich pubów - dodaje. Widać, że Flash Mob rzeczywiście zbliża ludzi.

Uczestnicy akcji nie lubią rozmawiać z mediami. Na stronach Flash Mobowców jest nawet informacja, aby nie udzielać wywiadów. Nie lubią, kiedy się ich fotografuje lub filmuje. - To psuje ideę Moba - powtarzają. Zazwyczaj wybierają jedną osobę, która dokumentuje akcję zdjęciami. Można je oglądać potem w internecie.

Aktualnie Flash Mob stał się tak popularny, że dla niektórych już mija się z celem. W kilku krajach powstały nawet organizacje antymobowe. Inni, najwierniejsi uczestnicy imprez nadal z podekscytowaniem bawią się na ulicach miast. Mówią, że najważniejsza jest dobra zabawa i poznawanie nowych ludzi. Lubią szokować.