Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Cykady na Cykladach - konsument na Cykladach PRO-TEST: Nr 9 (36) wrzesień 2004
 Cykady na Cykladach - konsument na Cykladach Każda z wysp Cyklad to oddzielna kraina - każda ma swój szczególny charakter i niepowtarzalny urok. Miasteczka białych domów, wiatraki, piękne plaże, morze tak niebieskie jak nigdzie indziej na świecie, urocze tawerny, starożytne ruiny - czyli wszystko, co najbardziej typowe dla Grecji znaleźliśmy właśnie na Cykladach.

Nic dziwnego, że w sierpniu, na czas najazdu gości na olimpiadę, ateńczycy tłumnie uciekli ze stolicy właśnie na Cyklady - dziesiątki zamieszkanych i bezludnych wysp i wysepek rozrzuconych na granatowobłękitnych wodach Morza Egejskiego otaczających kręgiem świętą wyspę Delos (świętą, bo w Starożytności uchodziła za miejsce narodzin bogów: Apolla i Artemidy). To właśnie od słowa "kyklos", czyli "krąg" pochodzi nazwa całego archipelagu.

 Tradycja i spokój Sikinos, starożytne zabytki Delos, typowo turystyczne atrakcje i nocne rozrywki Ios i Mykonos, niezwykłe wulkaniczne krajobrazy Santorini i oczywiście piękne plaże i słońce - każdy znajdzie tu coś dla siebie. My zaczęliśmy naszą podróż po Cykladach od Naksos...

Jak dotrzeć?

Tak naprawdę jednak podróż i przygody zaczęły się już znacznie wcześniej. Z Polski wyruszyliśmy samochodem. Wybraliśmy trasę przez Włochy, a następnie promem do Grecji, no i z lądu greckiego - znów promem na Cyklady.

Promy z Włoch odchodzą z Wenecji, Ankony oraz z południowego krańca buta włoskiego - z Bari i Brindisi. Po przybyciu do Bari okazało się, że w porcie nikt tak naprawdę nie potrafi powiedzieć z dokładnością co do godziny, o której odpływa prom, ani z którego miejsca: ani obsługa portu, ani sprzedawcy biletów, ani policja. W końcu okazało się, że jedyny prom tego dnia odpłynął przed godziną.

Brindisi - ostatnia deska ratunku - leży godzinę drogi dalej na południe. O jedenastej wieczorem okolice tutejszego portu, delikatnie mówiąc, nie robią dobrego wrażenia: wokół brudne slumsy, a jedyni ludzie, których można by zapytać o najbliższy prom, to koczujący na wielkim, pustym parkingu Turcy, nie mówiący w żadnym ogólniezrozumiałym języku, pomijając już fakt, że nie mający pojęcia o rozkładzie jazdy statków. O żadnej tablicy informacyjnej, a nawet o wywieszonych godzinach otwarcia budek z biletami, nie ma co nawet marzyć. Tak w ogóle to portów w Brindisi jest kilka, ale z którego odchodzi prom do Grecji - tego też nie sposób się dowiedzieć. Po przeczytaniu w przewodniku po Włoszech sformułowania: "jeżeli już miałeś to nieszczęście trafienia do Brindisi...", nie pozostało nam nic innego, jak tylko poczekać do rana. Po nocy spędzonej w samochodzie, przezornie, pod komisariatem policji, w porannym słońcu miasto wydało się bardziej przyjazne. Co więcej, jego centrum z główną, typową południowowłoską promenadą z palmami można nazwać ładnym. W oczekiwaniu na prom, który odpłynie o ósmej wieczorem - jak informowali niektórzy, a może o dziewiątej - jak twierdzili inni (dla narodu południowego godzina w tę czy w tę - cóż to za różnica?) spędziliśmy dzień w centrum miasta.

Brindisi, podobnie jak inne miasta południa, na czas największego upału zapada w sen. Tu sjesta to świętość: robotnik przerywa pracę i śpi na worku cementu, przechodzień kładzie się na ławce, a rybak - w porcie na sieciach. Wszystkie sklepy i biura zamknięte są od 13.00 do 17.00.

W porcie należy być na trzy godziny przed odpłynięciem promu. Najtańszy bilet - na pokładzie - dla osoby kosztuje 48, a dla samochodu 44 euro. Po 16 godzinach rejsu docieramy do Patry - miasta portowego na zachodnim wybrzeżu Peloponezu. Stamtąd dzieli nas jeszcze trzygodzinna droga lądem do Pireusu, gdzie, na szczęście już bez żadnych problemów, wsiadamy na prom na największą z wysp Cyklad - Naksos.
Na fali i na lądzie

 Teraz promy będą naszym głównym środkiem transportu. Na nie właśnie skazani są mieszkańcy wysp i turyści. Chociaż "skazani" to złe słowo, bo trzeba przyznać, że większość linii gwarantuje przyjemną podróż w wygodnych warunkach na nowoczesnych promach. Wprawdzie jest parę wyjątków. Należą do nich starsze statki. Jak je rozpoznać podczas kupowania biletów? Można po nazwie (np. Dymitrula), ale najlepiej spytać. W biurach przewoźników i biurach podróży, gdzie można kupić bilety, odpowiedzą nam także na pytanie o godziny i ceny promów na poszczególne wyspy.

Na Cykladach promy i statki kursują między wyspami i lądami: greckim oraz tureckim. To na morzu. A na samych wyspach mieszkańcy przemieszczają się przede wszystkim skuterami. Mogą je wypożyczyć również turyści. Na wyspach, na których koncentruje się ruch turystyczny, w głównych portach pierwsze, co rzuca się w oczy, to liczne punkty wynajmu skuterów i samochodów, a także agencje turystyczne sprzedające bilety na promy i po trzecie - punkty informacji o miejscach hotelowych. A więc o te trzy sprawy nie musimy się martwić - z całą pewnością znajdziemy środek transportu, bilet rejsowy i nocleg. Najlepiej jednak popytać w różnych punktach, bo ceny wszystkich trzech usług mogą się różnić w zależności od agencji. Generalnie nocleg w hotelu znajdziemy już za 10 euro (ale lepiej wybrać pokój z klimatyzacją, co kosztuje dodatkowe 5 euro). Noc na kempingu będzie nas natomiast kosztować około 8 euro (pamiętajmy, żeby miejsce na namiot wybrać pod zbudowanymi na większości kempingów wiatami z liści palm, które będą zbawieniem przed skwarem porannego słońca).
 Ceny rejsów między wyspami zależą oczywiście od długości trasy oraz od szybkości statku. Pięciogodzinny rejs (czyli na przykład z Naksos na Santorini) to wydatek rzędu 12 euro dla osoby. Za samochód musimy zapłacić z reguły trzykrotnie więcej. Niemniej jednak przewiezienie samochodu promem i tak wydaje się bardziej opłacalne niż wypożyczenie auta na wyspie. Za samochód na cały dzień zapłacimy około 30 euro, a jeśli chcemy pojazd klimatyzowany, wydamy 40 euro plus wydatki na benzynę we własnym zakresie.

A na takiej wyspie jak Naksos jest gdzie jeździć. Mimo że wyspa ma 30 km długości i 26 km szerokości, aby zwiedzić ją całą, można na niej przez kilka dni zrobić i 700 km. To głównie za sprawą krętych górskich, nie zawsze bezpiecznych, dróg. Naksos ma najwyższy szczyt na Cykladach - górę Zas (1004 m n.p.m.), skąd rozpościerają się przepiękne widoki na schowane między skałami wioski, białe kościółki na szczytach i suche pola podzielone na tarasy. Warto zajrzeć do kilku wiosek w głębi wyspy, żeby zobaczyć, jak toczy się prawdziwe życie mieszkańców Naksos. Bo tutejsza stolica o nazwie takiej jak sama wyspa wygląda już inaczej. To gwarny port pełen turystów, tawern i sklepów z pamiątkami (które na całych Cykladach są takie same).

Wybrzeże ciągnące się na południe od stolicy to raj dla amatorów kąpieli morskich i słonecznych - szerokie plaże ze złotym piaskiem, których tu pod dostatkiem, to rzadkość nawet na Cykladach. Znacznie mniej przytulne, za to niespotykane nigdzie indziej, są czarne plaże na Santorini - następnej wyspie, na którą się udaliśmy.

Wyspa-wulkan

Santorini jest wyjątkowa ze względu na swoje dzieje geologiczne. Wyspa ta to wulkan, który za sprawą potężnej erupcji 3,5 tys. lat temu przybrał swój dzisiejszy kształt: środek wyspy zapadł się, a półokrągły kształt, który z niej został, to krater wulkanu. Kiedy statek tu wpływa, nad głowami przybyszów jakby zamykają się wysokie, wulkaniczne brzegi kolorowych skał. Ten niesamowity widok dopełnia, wiszące na krawędzi klifu, białe miasto - stolica Santorini, Fira.

Santorini jest znacznie mniejsza od Naksos i przy dłuższym pobycie może wywoływać klaustrofobiczne odczucia. Kiedy przemierzamy ją wzdłuż, widzimy z obu stron morze. Santorini warto odwiedzić właściwie jedynie dla widoków wulkanicznego krajobrazu oraz malowniczego miasteczka na północnym krańcu wyspy - Oia, gdzie białe domy i uliczki są zawieszone na wysokiej skale opadającej wprost do morza.
 Stolica, Fira też jest malowniczo położona i ma urocze uliczki tworzące labirynt wśród białych domów, lecz tętni życiem typowego kurortu. Na każdym kroku słychać tu język polski - nigdzie na Cyklady nie przyjeżdża tylu polskich turystów, co na Santorini, choć na wielu wyspach spotykaliśmy Polaków, którzy przyjechali do pracy - w restauracjach czy na stacjach benzynowych.

Białe miasteczka

Kolejna wyspa, do której przybiliśmy, to Paros. Jest równie urodzajna co Naksos i bardziej zielona. Jednak nie ma tylu piaszczystych plaż. Punta Beach - reklamowana wszędzie jako jedna z piękniejszych plaż tej wyspy - w rzeczywistości ma długość około 50 m, a ludzie leżą tu ściśnięci, jak sardynki w puszcze - to przez deficyt plaż na Paros.

Jednak wyspa ta ma kilka uroczych miejscowości do odwiedzenia. Chociażby Lefkes - miasteczko ukryte przed średniowiecznymi piratami w głębi Paros, w górach. Oczom wędrowcy ukazuje się dopiero w ostatniej chwili, kiedy już do niego wjeżdża. Tu białe mury domów, uliczki, schodki wyrastające co kilka kroków w tym górskim miasteczku, tworzą jedność.

Niedaleko Lefkes znajdują się pozostałości starożytnej kopalni marmuru - można jeszcze wejść do jaskini, lecz na własną odpowiedzialność.

Inny świat wysp

Życie na wyspach toczy się inaczej. Nawet letnie upały są tu do zniesienia za sprawą silnych wiatrów, meltemi, owiewających Cyklady od lipca do września, a przy okazji nieraz i dezorganizujących kursowanie promów.

To, czego my mamy pod dostatkiem - dajmy na to wodę - na wyspę trzeba dopiero przytransportować tankowcem, bo większość z wysp cykladzkich nie ma naturalnych jezior ani rzek. Podobnie rzecz ma się z mlekiem - tutaj krowy nie miałyby czym się żywić. Wyschnięte ziemie Cyklad nie pozwalają też na ich uprawianie - rolnictwo przeważnie ogranicza się do drzew oliwnych i winorośli. Za to wszędzie pełno pasących się kóz. Jednym ze specjałów Cyklad jest w końcu - obok słynnej w całej Grecji fety i sera owczego - ser kozi. Jednak ser serowi nierówny - każdy rodzaj sera jest przyrządzany zgodnie z lokalnymi tradycjami. Podobnie jak i typowy grecki, gęsty jogurt, serwowany najczęściej z miodem albo w postaci tzatziki - sosu z dodatkiem czosnku i ogórka.

Jeśli już mowa o specjalnościach kuchni cykladzkiej nie można pominąć ryb i wszelkich innych owoców morza z kalmarami na czele. Do wyboru mamy kalmary smażone, grillowane lub nadziewane. Do egzotycznych przysmaków należy też serwowana w cykladzkich tawernach ryba miecz.

Poza tymi specjałami, na każdej z wysp jesteśmy zachęcani do spróbowania potrawy właściwej tylko jej. I tak na przykład Naksos słynie z kiełbasy oraz z... ziemniaków. Te ostatnie są zresztą w ogromnych ilościach transportowane statkami na sąsiednie wyspy.

Latem Grecy zaczynają dzień od wypicia szklanki frappé, czyli mrożonej kawy z dużą ilością piany. A później kolejne szklanki tego orzeźwiającego napoju towarzyszą im do końca dnia. Niech więc nie dziwi nas widok ludzi ze szklanką frappé w ręku na ulicy, w sklepie czy w biurze oraz stojących wszędzie szklanek z napojem do połowy upitym, które czekają na wysączenie go do końca przez swoich właścicieli.

 Grecy nie stronią też od mocniejszych trunków. Cyklady to jeden z głównych rejonów produkcji wina, między innymi retsina (wino aromatyzowane żywicą), a także ouzo i raki - tutejszych rodzajów wódki. Szczególnie interesujący dla Polaka może wydać się sposób sprzedawania raki: w licznych sklepach z lokalnymi wyrobami, a także w zwykłych supermarketach raki wystawione jest w plastikowych butelkach, takich w jakich sprzedaje się wodę mineralną, w dodatku bez banderoli, a nawet bez etykiety. Polakowi zapewne skojarzy się to z... bimbrem. - Robimy raki z winogron rosnących na wyspie - zachęca do kupna sprzedawca w jednym ze sklepów w stolicy Naksos. Cena jest rzeczywiście kusząca - 5 euro za półtora litra. W sklepie czuć ostry zapach dojrzewających, wyrabianych na miejscu tradycyjnych serów. Ponadto ogromny wybór przeróżnych przypraw, oliwek, oliwy, suszonych owoców, win i cytrynowego likieru, z którego wyspa również słynie.

Niestety zbyt szybko nadchodzi dzień, w którym musimy opuszczać Cyklady. Czeka nas powrót promem - tym razem aż do samej Wenecji - 40 godzin na morzu. Powoli cichnie nieustanne, towarzyszący nam podczas podróży, monotonny dźwięk cykad. To znak, że niebawem będziemy w domu.