Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Lek ostatniego kontaktu - reklamy leków PRO-TEST: Nr 9 (36) wrzesień 2004
Lek ostatniego kontaktu - reklamy leków lama jest stronnicza - niemal z definicji. Pewne fakty nagina, inne dyskretnie przemilcza. Szkodliwość społeczna nabycia takiego czy innego samochodu, odkurzacza albo chipsów jest znikoma. Co innego leki - one mogą być niebezpieczne. Zwłaszcza, gdy sięgamy po nie przekonani o braku skutków ubocznych.


REKLAMA KŁAMIE

Rozmowa z prof. dr hab. med. Ewą Małecką-Panas, kierownikiem Kliniki Chorób Przewodu Pokarmowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi

ŚK: Prawie wszystkie leki są szkodliwe, reklama telewizyjna nie liczy się z dobrem pacjenta, a wiadomo, że ludzie są na reklamę podatni...
Prof.:
Pacjenci często nie rozróżniają programu publicystycznego od reklamy. Szczególnie telewizja ma takie działanie. Reklama kłamie!

ŚK: Porozmawiajmy o konkretnych lekach. Po pierwsze: leki z paracetamolem: Czy są - i na ile - szkodliwe na żołądek?
Prof.:
Mniej niż NLPZ-ty (niesteroidowe leki przeciwzapalne - przyp. red.). Jeśli ktoś ma czynną chorobę wrzodową, trzeba dołożyć inny lek osłaniający.

ŚK: Czy gdy stosujemy paracetamol przewlekle, szkodzi na wątrobę nawet przy normalnych dawkach?
Prof.:
Tak naprawdę paracetamolu nikt nie stosuje długo.

ŚK: Jeśli chory stosuje głodówki, jest głodny lub łącznie z paracetamolem spożywa alkohol, istnieje zagrożenie dla wątroby...
Prof.:
Tak, na pewno - jeśli ktoś nie odżywia się prawidłowo.

ŚK: Czy przy przewlekłym stosowaniu paracetamol szkodzi na nerki? Czytałam, że podawany jednocześnie z NLPZ-tami (np. pyralgin, który jest silniejszy) uszkadza je.
Prof.:
Tak. Pyralgin ma niezbyt dobrą prasę, ale jest bardzo skuteczny. Jeśli weźmiemy raz jedną tabletkę, raz drugą, nic nam się nie stanie. Chyba, że ktoś ma niewydolność nerek lub stosowałby taką kurację codziennie.

ŚK: A jak jest ze szkodliwością NLPZ-tów (np. aspiryna, pyralgin, ibuprom)?
Prof.:
Są bardziej szkodliwe niż paracetamol, przy czym droga podawania (pozajelitowo albo w czopkach - przyp. red.) nie zmniejsza ryzyka, bo działają ogólnoustrojowo.

ŚK: Wzrosła liczba przypadków krwawień z przewodu pokarmowego. Lekarze wiążą to ze stosowaniem aspiryny w chorobach reumatycznych i profilaktycznie przy chorobach serca.
Prof.:
Tak. Za to o 50% zmniejsza się ryzyko raka jelita grubego u osób, które biorą aspirynę z powodów kardiologicznych. NLPZ-ty mają działanie powodujące regresję stanów przedrakowych, polipów itp. Lecz częstość choroby wrzodowej spowodowanej leczeniem NLPZ-tami wzrosła w porównaniu z tą wywołaną Helicobacter pylori. Zwłaszcza u osób starszych wzrasta wtedy ryzyko poważnych powikłań choroby wrzodowej.

ŚK: Można działać osłonowo?
Prof.:
Część osób bardzo dobrze toleruje NLPZ-ty. U pozostałych muszą być stosowane metody zapobiegawcze. Leki alkalizujące, mleczka mają działanie słabe i krótkotrwałe. Trzeba by je pić wiadrami, żeby dały w ogóle jakiś skutek. A po co, skoro są leki skuteczne? Niestety nie są to leki typu ranigast - one również mają dość słabe działanie i czasami mogą nawet maskować pewne powikłania (raka - przyp. red.). Jest natomiast grupa inhibitorów pompy protonowej (IPP). Niektóre z tych leków są już zarejestrowane do zapobiegania uszkodzeniom błony śluzowej żołądka spowodowanego NLPZ-tami.

ŚK: Dużo ludzi cierpi na zaostrzone przewlekłe zapalenie żołądka, dwunastnicy, z nawracającymi nadżerkami, refluksową chorobę przełyku. Co przeciwbólowego by im Pani poleciła?
Prof.:
Trudno dawać takie kategoryczne recepty. Kto ma nawracające dolegliwości, musi wziąć najpierw jakiś IPP. Potem może brać lek przeciwbólowy, choćby i NLPZ. W okresie występowania bólu niech go bierze codziennie. Jest też cała grupa NLPZ-tów, które są bezpieczne dla żołądka i mają dosyć silne działanie - tzw. kokcyby. Mogą być stosowane nawet bez środka osłaniającego: Vioxx, Celebrex. Niestety są drogie.

ŚK: Pomówmy teraz o lekach "na żołądek". Leki zobojętniające: Manti, Maalox, Rennie, Alugastrin, mleczka, wodorotlenki magnezu i glinu...
Prof.:
Jest bardzo dużo reklam tych leków, a ich znaczenie w medycynie jest ograniczone. Ja bym tych leków nie przepisywała.

ŚK: Następna sprawa: ranigast - czy jest skuteczny?
Prof.:
Niższe dawki zupełnie nie działają. Studenci w spocie reklamowym mówią, że lek leczy przyczyny, a nie tylko objawy. Wprawdzie ranigast zmniejsza wydzielanie soków żołądkowych, ale niewiele.

Rozmawiała: Ewa Gwóźdź



Coraz częściej kupujemy leki bez recepty. Tym bardziej, że mamy je pod ręką wszędzie: w sklepie spożywczym, kiosku, supermarkecie. A ich nazwy wciąż słyszymy w telewizji i radiu.

Reklama etyczna?

Według Europejskiej Konwencji o Telewizji Ponadgranicznej, reklama leków i metod leczenia powinna być "rzetelna, prawdziwa i możliwa do weryfikacji oraz zgodna z wymogiem ochrony jednostki przed szkodą". Ale czy można w ogóle mówić o etyce w reklamie? Tym bardziej lekarstw?

Niestety, według OBOP-u dla 47% Polaków źródłem informacji o lekach są właśnie telewizyjne reklamy. To fakt, że przed każdą pojawia się ostrzeżenie: "Przed użyciem przeczytaj ulotkę lub skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą". Ale ilu nabywców czyta ulotki? Ilu z nich - nawet jak przeczyta, że lek może mu szkodzić - odda medykament do sklepu czy apteki lub wyrzuci? Poza tym nie każda informacja do nas, laików, dociera. A konsultacja lekarska? Cóż, jeśli ktoś kupuje lek w sklepie, to raczej po to, żeby do przychodni nie iść.

CIOS W GORĄCZKĘ - CIOS W WĄTROBĘ

Zacznijmy od jesiennej grypy. Tutaj prym w reklamie wiodą leki zawierające wyłącznie paracetamol (np. Apap i Efferalgan) lub takie, w których jest on jednym z aktywnych składników (np. Coldrex i Fervex). Ot, zwykłe tabletki na gorączkę. Nic groźnego, prawda? Niestety, tylko z pozoru. Paracetamol w większych dawkach może uszkadzać wątrobę. Granica bezpieczeństwa to 4 g dziennie (w większości dostępnych na rynku leków osiem tabletek). Jednak by poważnie zachorować, wystarczy łyknąć już dwa razy więcej. Tak naprawdę każdy, kto wziął choć kilka tabletek za dużo, powinien trafić do szpitala na obserwację. Tym bardziej, że objawy zatrucia pojawiają się często dopiero po paru dniach. Pacjent, zamiast łączyć złe samopoczucie z łykanym dwa dni wcześniej paracetamolem, może uznać, że to objaw dziwnej grypy. I przez kolejne kilka dni chorobę bagatelizować - a nawet pogarszać swój stan zażywaniem dalszych tabletek...

A o przedawkowanie, wbrew pozorom, nietrudno. Wystarczy, że boli nas głowa. I gdy po zażyciu jednego leku nie czujemy się dobrze, "poprawimy" jego działanie innym. Nazwy przecież są różne - trudno więc domyślać się, że skład ten sam. Zresztą, ilu pacjentów, tak naprawdę, czyta skład leku? Nie dość, że zapisany drobnym maczkiem, to jeszcze łacińskie nazwy i tak nic nam nie mówią... I tak, zamiast ośmiu, łykamy tabletek 10 lub 12. W dodatku - choć ani w reklamach, ani nawet na opakowaniach większości leków z tej grupy nie ma o tym ani słowa - paracetamolu nie powinny przyjmować osoby nadużywające alkohol lub "w stanie wygłodzenia". To ostatnie, niestety, w XXI w. często nie oznacza ofiar klęski głodu w Afryce, tylko zwykłe nastolatki w trakcie diety-cud. Której dziewczynie wpadnie do głowy, żeby zapytać w aptece: "Przepraszam, od dwóch miesięcy się odchudzam, czy mogę łykać Efferalgan?". A już na pewno swojej choroby nie będzie wywlekał przed farmaceutą żaden alkoholik! Nie przy kupowaniu zwykłych, niegroźnych proszków na ból głowy. Mało tego: wielu chorych łyka paracetamol właśnie, gdy ma kaca. Taki "prawy sierpowy" w wątrobę...

REKLAMA CIĘŻKA DO STRAWIENIA

Na tym jednak "lecznicze" niespodzianki się nie kończą. Na opakowaniu Apapu można przeczytać: "Nie podrażnia przewodu pokarmowego". Mało tego: producent reklamuje go nawet hasłem: "Apap. Mimo, że leczysz się na wrzody". Tymczasem w ulotce Coldrexu, pod hasłem "działania niepożądane", jest informacja, że po zażyciu paracetamolu (główny składnik Apapu): "Mogą wystąpić (...) zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego: pieczenie w nadbrzuszu, nudności, wymioty". Kto pisze prawdę? A kto po prostu oszukuje pacjentów? Tego, drogi Czytelniku, domyśl się sam. Oby nie w momencie, gdy po kilku tabletkach rozboli cię brzuch...

Bez recepty możemy też kupić wiele - powszechnie reklamowanych - niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ). Na przykład Aspirynę, Ibuprom czy słynną Etopirynę "Goździkowej". One szkodzą żołądkowi jeszcze bardziej - zwłaszcza osobom, które cierpią na przewlekły nieżyt górnego odcinka przewodu pokarmowego czy chorobę wrzodową. Mogą nie tylko dolegliwości te zaostrzać, ale wręcz wywoływać.

Według badań, około 10% chorych, którzy przewlekle stosują NLPZ, skarży się na bóle brzucha. Po 1-2 tygodniach przyjmowania tego rodzajów leków, aż u 60-100% pacjentów stwierdza się w żołądku i/lub dwunastnicy przekrwienie i nadżerki.** W dodatku preparaty z tej grupy przyczyniają się czasem do wywołania refluksu.*** W reklamach o tym nie ma ani słowa... Najgorzej, gdy choroba rozwija się bezobjawowo i prowadzi do groźnych dla życia perforacji i krwotoków. Bo leki z grupy NLPZ zwiększają ryzyko krwawienia - nawet z nadżerek i małych owrzodzeń.

Gdy pacjent sięgając często po leki zrujnuje sobie żołądek, to powodu do radości nie ma. Co innego firmy farmaceutyczne. Dla nich to okazja do sprzedaży leków gastrologicznych... Modne ostatnio - dzięki telewizyjnej reklamie - Manti, Maalox czy Rennie zobojętniają kwas żołądkowy ("Już w porządku, mój żołądku..."). Doraźną ulgę na pewno przynoszą. I przy chwilowych zaburzeniach trawienia są skuteczne. Jednak stosowane przez ludzi chorych przewlekle (na żołądek lub dwunastnicę), mają wręcz działanie szkodliwe.

Tymczasem wiele osób sięga po leki bez recepty nie wiedząc dokładnie, co im dolega. Nie idą do lekarza, bo - przy kulejącym systemie opieki zdrowotnej - na poradę specjalisty lub gastroskopię trzeba czekać nawet do sześciu tygodni. A leczenie prywatne to finansowe schody (gastrolog 70 zł, gastroskopia średnio 100 zł). W efekcie pacjent trafia do lekarza dopiero, gdy wcześniej przez parę miesięcy "zaleczał" dolegliwości Maaloxem. A wtedy to już nie jest wizyta jednorazowa. Przeważnie leczenie ciągnie się miesiącami, a nawet latami. Dla firm farmaceutycznych, klient idealny...

Jeszcze gorzej jest w przypadku Ranitydyny (oraz innych leków o podobnym składzie) z grupy H2 blokerów, która zmniejsza wydzielanie soków żołądkowych. Na przykład Ranigast niegdyś był wydawany wyłącznie na receptę - jak można się domyślać - dla bezpieczeństwa chorego. Dzisiaj bez wizyty u lekarza można kupić Ranigast 75 (do woli) i Ranigast 150 (10 tabletek). Podobnie jak Ranimax 150 czy Riflux 150 - o niemal identycznym składzie. I znowu, dopiero na ulotce przeczytać można, że w przypadku podejrzenia choroby wrzodowej przed rozpoczęciem terapii należy bezwzględnie wykluczyć raka. Inaczej lek może maskować ważne objawy, co opóźni prawidłową diagnozę. Na uratowanie chorego z zaawansowanym nowotworem żołądka szansa jest mała. Ale w stadium przedrakowym można zadziałać skutecznie. Niestety o tym nie uczą się studenci w popularnym spocie reklamowym...

Co ciekawe, lekarze postrzegają reklamę Ranitydyny jako kampanię ostatniej szansy. Środek ten jest wypierany przez leki nowej generacji, które nie dość, że skuteczniej leczą chorobę wrzodową***, to jeszcze mają działanie prewencyjne. I to właśnie one są najczęściej przepisywane przez specjalistów. Jedyną szansą na dużą sprzedaż "starej, dobrej" Ranitydyny jest więc reklamowane jej zwykłym ludziom, którzy o postępie medycyny nie mają pojęcia.

PRZEMYCIĆ LEKARZA...

Osobny problem stanowi forma, w jakiej producent swój lek zachwala. Według Rzecznika Praw Obywatelskich, reklama, w której występuje lekarz, może wywierać fałszywe wrażenie, że poleca on określony środek bez względu na stan zdrowia pacjenta i bez jego badania. Dlatego zgodnie z ustawą o prawie farmaceutycznym lek nie może być "prezentowany przez osoby posiadające wykształcenie medyczne lub sugerujące posiadanie takiego wykształcenia" - czyli przez lekarzy, farmaceutów, aktorów odgrywających ich rolę czy choćby osoby ubrane w białe kitle. W reklamie nie wolno też "odwoływać się do zaleceń naukowców, osób pełniących funkcje publiczne, uprawnionych do wystawiania recept i wydawania produktów leczniczych oraz osób sugerujących, że mają takie uprawnienia". Niewygodną ustawę łatwo jednak obejść... Sposób pierwszy: można kontynuować serię reklam z aktorem, który wcześniej - przed uchwaleniem ustawy - grał w nich lekarza. Tak jest na przykład w przypadku Rutinoscorbinu. Na ekranie widać co prawda aktora "po cywilnemu", ale dla widzów to i tak znajomy pan doktor... Badania rynku wskazują na ogromny wzrost sprzedaży Rutinoscorbinu właśnie po tej akcji reklamowej. Sposób drugi: teleturniej. Kilka osób, których odpowiedzi (na temat leku) ocenia rzeczoznawca - w domyśle lekarz. Bo choć na dole ekranu nie ma podpisu "doktor medycyny", ludzie i tak w specjaliście, który wypowiada się na temat zdrowia, widzą lekarza, a nie na przykład fizyka jądrowego. Sposób trzeci: studenci (reklama Ranigastu). Oczywiście studenci medycyny. Zgodnie z prawem, wykształcenia medycznego jeszcze nie posiadają, więc reklamować mogą, co im się żywnie podoba. Jednak uczą się "na lekarzy" - a to znaczy, że widz ufa im bardziej, niż innym.

Takie są prawa reklamy... Lekarstwo to dzisiaj tylko towar - jak batonik czy proszek do prania. Tabletki mają wszystkie kolory tęczy i w supermarkecie leżą tuż przy kasie. Jednak żadne lekarstwo nie jest do końca bezpieczne. Może nam pomóc, ale niewłaściwie użyte, może też zaszkodzić. I dla własnego dobra, drogi czytelniku - a potencjalny pacjencie - lepiej nigdy o tym nie zapominaj...


Być może reklamach leków powinna pojawić się informacja analogiczna do tej, jaką widać na papierosach: o głównych działaniach niepożądanych.

* Kodeks Hipokratesa
** "Medycyna po dyplomie", Luty 2000
*** "ABC choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy - vademecum pacjenta. Co powinienem wiedzieć o swojej chorobie?", Wydawnictwo Medyczne INFOMED oraz "Niesteroidowe leki przeciwzapalne a przewód pokarmowy" doc. dr hab. Jarosław Reguła, Wydawnictwo Medyczne INFOMED