Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Książki spuszczone z łańcucha PRO-TEST: Nr 12 (28) grudzień 2003
Książki spuszczone z łańcucha Szanowny Czytelniku, jeśli natknąłeś się gdzieś na bezpańsko porzuconą książkę z napisem: Jestem wolną książką. Przeczytaj mnie, a potem zostaw gdzieś, żeby ktoś inny znalazł i przeczytał - oraz dopiskiem www, znak to niezawony, że i do Ciebie dotarła jedna z setek tysięcy spuszczonych z łańcucha książek przemierzających ulice miast - swobodnie, ale nie bezpańsko! Każda z nich krąży po świecie na niewidzialnej internetowej smyczy.

BC, czyli BookCrossing, to jeszcze jeden chodliwy wynalazek amerykańskiego kontynentu. To tam w 2001 r. za sprawą Rona Hornbakera, programisty trudniącego się wdrażaniem projektów internetowych, narodziła się idea bookcrossingu.

Bookcrossing, co to takiego?


Rzecz dotyczy książek, które w zupełnie nowatorski sposób włączane są do społecznego obiegu integrując na nieznaną dotąd skalę rzesze czytelników, tak zwanych bookcrosserów. Spotykani w księgarniach, klubach czy mijani na ulicy, nie wyróżniają się niczym szczególnym od zwykłych czytelników. Jednak książki, po które sięgają, mają specjalne oznakowanie: naklejkę lub pieczątkę z logo bookcrossingu wraz z numerem identyfikacyjnym książki. Dzięki temu, przechodząc z rąk do rąk - bo na tym polega cała zabawa, by przeczytaną książkę nie odstawiać na półkę, tylko podać dalej - możemy śledzić w internecie historię jej czytelniczej podróży. W specjalnie stworzonym do tego serwisie internetowym (www.bookcrossing.com) umieszczane są informacje na temat każdej krążącej między bookcrosserami książki, między innymi o miejscu jej aktualnej lokalizacji i przebytej dotąd drodze czy o lekturowych wrażeniach kolejnych jej posiadaczy. W ten sposób książka i jej czytelnicy, pochodzący nierzadko z różnych stron globu, mają możliwość tworzenia wspólnej, niepowtarzalnej historii, układającej się czasem w ciąg niezwykłych perypetii. - Naszym celem - mówią organizatorzy i miłośnicy idei bookcrossingu - jest stworzenie z całego świata globalnej, ruchomej biblioteki, stworzenie międzynarodowej społeczności ludzi, którzy kochają książki i kochają się nimi dzielić.

Czytelnicy wszystkich krajów łączcie się!

Zaczęło się od Ameryki, ale projekt globalnej wymiany książek objął już czytelników ze 130 krajów świata tworząc rozmaite narodowe odmiany. Polski serwis internetowy (www.bookcrossing.pl) zrzeszający naszych rodzimych bookcrosserów powstał w sierpniu. Niezależnie od niego ruszyła też akcja "Podaj książkę" pod patronatem medialnym "Gazety Wyborczej", ze swoją własną bazą danych (www.gazeta.pl/podajksiazke). Podobnie jak amerykański pierwowzór, polskie portale promują na swych stronach modę na "uwalnianie" książek zachęcając internautów do ich wynajdywania, czytania i recenzowania oraz zasilania nowymi tytułami krążącego w systemie księgozbioru. Liczba puszczanych w ruch egzemplarzy stale rośnie dzięki włączaniu się do akcji nie tylko indywidualnych osób, ale również rozmaitych instytucji, takich jak szkoły, księgarnie, media czy wydawnictwa.

W Warszawie Michał Żebrowski "uwolnił" Buszującego w zbożu Salingera, a wydawnictwo Harlequin Enterprises puściło w obieg ponad 1000 książek. "Uwolnione" książki pojawić się mogą dosłownie wszędzie: na ławce w parku, na klatkach schodowych, w budkach telefonicznych, poczekalniach czy w środkach komunikacji, wędrując czasem do najodleglejszych zakątków świata. Może się zdarzyć, że książka "uwolniona" w Polsce zawędruje do Peru czy Panamy.

Deptanie czytelnikom po piętach


- Wychodzimy z założenia, że książki mają duszę, ale nie wszyscy mają serce do książek. Uważamy, że książki na półce nikomu nie przynoszą już pożytku. Książki żyją wtedy, kiedy są czytane - mówią założyciele portalu www.bookcrossing.pl . Nadrzędnym celem bookcrossingu jest propagowanie idei czytania, choć to również świetna forma zabawy, skuteczny sposób integracji i nawiązywania nowych znajomości - podkreślają. W kraju, w którym co drugi Polak w ogóle nie czyta książek, a trzech na pięciu ich nie kupuje, jak donosi raport Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej w Warszawie, bookcrossingowy sposób aktywizowania czytelnictwa może okazać się doskonałą metodą deptania czytelnikom po piętach. "Każda książka ma swojego czytelnika. Musi go tylko znaleźć" - takim hasłem kierują się inicjatorzy pierwszego portalu bookcrossingowego w Polsce. Stąd zamysł, by książki weszły na stałe w pejzaż miasta, żeby ludzie natykali się na nie na ulicy. Nie tylko na wystawach sklepowych, gdzie często barierą ich nabycia jest zbyt wysoka cena, ale również w budce z hot-dogami, na przystanku tramwajowym czy w salach kinowych, gdzie poza obejrzeniem "Ogniem i mieczem" Hoffmana, można by wziąć do domu i przeczytać "Ogniem i mieczem" Sienkiewicza.



Czy uda się doprowadzić do tego, by Polskę ogarnęła mania czytania? Czy światowa wędrująca biblioteka powiększy się i o nasze granice? Entuzjaści potakująco potrząsają głowami i uwalniają zasoby własnych biblioteczek. Sceptycy zaś, widząc zagrożenie w piratach książkowych, którzy - jak twierdzą - wyłapią co lepsze kąski pozostawiając w obiegu same odpady, przyglądają się temu projektowi z daleka. - Niezależnie od tego, czy akcja się powiedzie, czy nie, przyczyni się do uruchomienia debaty na temat miejsca i roli książki we współczesnym społeczeństwie. Odzew prasy już mamy - konstatuje Tomasz Brzozowski, organizator stołecznej akcji "Podaj książkę".
Dodatki do artykułu Bookcrossing w liczbach
Justyna Święcicka, psycholog, autorka książek dla dzieci: