Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły:
Udostepnij
Artykuły: Stawką opętani - hazard PRO-TEST: Nr 10 (37) październik 2004
Stawką opętani - hazard W hazardzie kusi droga na skróty - do bogactwa, znaczenia i świętego spokoju po wielkim trafieniu. Nałogowe granie kończy się błędną spiralą nerwowego napięcia, długów i straconych szans. Bo dla hazardzisty nawet przegrana bywa zwykle tylko o krok od trafienia.

Październikowego wieczoru dopchnął nogą do plecaka słownik niemiecko-polski. - Maciek, tylko uważaj na siebie w tym Zakopanem. I dziecko wracaj szybko, bo się w kolokwiach pogubisz - pożegnała go matka. Zamierzał wrócić za rok. Z Niemiec, a może z Anglii.
Te 700 zł, co wyżebrał od rodziców niby na Zakopane, miało wystarczyć Maćkowi na wyprawę do Berlina. Tak na początek. Busem, stopem, pociągiem - wszystko jedno. Nie wykluczał, że później trafi w jeszcze bardziej odległe miejsce. Oby dalej od znajomych, od ich natarczywych telefonów i coraz bardziej głośnego dobijania się do drzwi. - Szeptałem wtedy: "Mamo, sza, nie otwieraj, chcą mnie na wódkę wyciągnąć. Nie ma nas, rozumiesz?". I modliłem się, żeby wszedł mój kupon na ligę szwajcarską. Wtedy choć jednemu dług bym w połowie spłacił. A, że za pewniaka w meczu mało płacą, w STS-ie obstawiałem z większym ryzykiem - tłumaczy teraz i znów nerwowo zasysa papierosa. Ale na twarzy nie widać emocji. Jest blada i beznamiętna jak z porcelany. Mimo że siedzi w ciepłym pomieszczeniu, nie zdejmuje kurtki z kapturem. Kuli się w sobie i czasem postukuje podeszwą w podłogę