Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Scenki z życia fast foodu
Udostepnij
Artykuły: W krainie bułożerców PRO-TEST: Nr 1 (40) styczeń 2005
 Scenki z życia fast foodu Scenki z życia fast foodu W krainie bułożerców Fast foody to zwykle atmosfera jak z tandetnej telenoweli i niezdrowe jedzenie.

Świta. Smętny personel snuje się między stolikami wyszukując porozrzucanych plastikowych kubków i tekturowych tacek upaćkanych keczupem. W barze jednej z dużych sieci fast food z klientów jest tylko kilku kierowców odwlekających wyjazd w trasę.

Za ladą

 - Eeeeee! Torby! - tubalny głos wdziera się ze strony kuchni. Jedna ze sprzątających niczym zbolała odwraca głowę. - Ale, do mnie czy do Moniki? - pyta tonem, od którego chce się ziewać. - A jeden kij, wszystkieście takie same - odpowiada człowiek zwany kucharzem. Pracownica człapie na zaplecze ciągnąc zygzakiem za sobą mopa. Po chwili pąsowa z emocji wybiega na salę jadalną: - O kurde, kierownik będzie za godzinę, kurde! Kazał mi kasę podliczyć! Atmosfera błyskawicznie tężeje. Teraz zelektryzowani niespodziewaną wieścią pracownicy fast foodu krzątają się niczym mrówki w rozwalonym mrowisku. - Weźże człowieku te zimne buły gdzieś schowaj - strofuje kasjer wychudzonego osobnika przyodzianego w biały kitel. Tenże z metalowej półki zdejmuje kilka hamburgerów. - Ten stres mnie zabije - sarka pod nosem jeden ze sprzątających.

Stres w niektórych barach szybkiej obsługi rzeczywiście bywa ogromny. - Przebrnąłem rozmowę kwalifikacyjną. Wymagania jak dla menadżera, kilkunastu kandydatów na miejsce, a interview z pytaniami niemal jak do służby wywiadowczej - opowiada Maciek, były pracownik sieciowego fast foodu. Udało się. Został kasjerem.


Pierwszego dnia pracy na początek zmiany kierownik nakazał pracownikom formować szereg. - Do nowych prawie krzyczał o szansie, jaką dostali, o tradycjach i rozmachu firmy. I o tych, co wylecieli za brak dyscypliny. "Pamiętajcie, na zbity pysk", zakończył złowrogo - mówi Maciek. Taka atmosfera panowała każdego dnia.

Maćkowi zaszkodziła własna inicjatywa. - Zaproponowałem przy głównym menadżerze mały trick przy obsłudze klientów. Kiedyś tego uczyłem się na kursach handlowania: zamawiającego szybko zasypuje się kilkoma propozycjami dodatków do kupowanego dania. Klient często się nie zastanawia i w locie łapie jakąś propozycję - tłumaczy. Kierownikowi nie w smak był nowicjusz wykazujący się przy menadżerze. Zaczął szykanować gorliwego kasjera. - A to niby się nie uśmiechałem, mało pomagałem przy sprzątaniu... - wspomina Maciek.

Kierownik przy tym był pobłażliwy dla występków pozostałych pracowników. - Przez palce patrzył na przykład, gdy ktoś podbierał frytki z porcji przeznaczonej dla klienta. Wprawdzie filmowych sekwencji z oddawaniem do żarcia śliny tudzież innych płynów u nas nie było. Za to kierownik czasem wspinał się na wyżyny swego dowcipu sprawdzając paluchem ciepłotę dania.

Przed ladą

 Jacy byli klienci? - Najwięcej uczniów z gimnazjum i szkół średnich. Nawet byli tacy, którzy regularnie w naszym barze umawiali się na randki - wspomina Maciek.

Zdarzały się małe zadymy. - Sieciowe fast foody to wróg antyglobalistów, symbol konsumpcji. Kiedyś kilku anarchistów oblepiło szyby wlepkami w stylu: "Tu szybko się nażresz na koszt dzieci z Malezji". Kierownik kazał wszystkim facetom z obsługi ich przegonić, zadzwonił po policję. Chcąc nie chcąc musieliśmy się szarpać z tymi punkami i hipisami. Zanim przyjechała policja jeden z wlepiających wdarł się za bar i zaczął bombardować bułkami - opowiada Maciek. W jedną z następnych nocy antyglobaliści z zemsty spryskali lokal graffiti. - A przecież mogło nie być całej awantury. Wystarczyło jakbyśmy zdrapali wlepki - kiwa głową z politowaniem.

Maciek opowiada też o stałym bywalcu - Radży. Ten okoliczny "półsiniak" zamawiał zawsze jeden i ten sam zestaw, przysiadał się i komu tylko się dało snuł historie dziwnej treści. Najczęściej o tym, jak odkopał fiata na plaży w Kołobrzegu. - A więc nawet w takim miejscu, należącym do molocha szybkiego żarcia stworzył się specyficzny klimat. Chyba tylko dlatego, że to w Lublinie, niezbyt dużym mieście. Tutaj wszystko nowe jest wydarzeniem przez kilka lat. W dużych aglomeracjach pewnie fast food to tylko przelotówka - domyśla się Maciek.

W barze przepracował 14 miesięcy. Dziś sam jest kierownikiem działu w innym symbolu globalizacji - hipermarkecie. Jego dręczyciel z fast foodu podobno wyleciał z pracy. Ponoć poszło o to, że czasem kazał obsłudze intensywnie i z całkiem bliska wpatrywać się w gości marudzących nad jedzeniem przed zamknięciem lokalu. Miało ich to sprowokować do szybkiego wyjścia.

Bary wielkich sieci, szczególnie w mniejszych miastach, bywają nie tylko jadłodajnią. Dla nastolatków stały się zasiadówą. Oczywiście dla tych trochę zasobniejszych, współczesnej "bananowej" młodzieży. Biedniejsi zasilają szeregi blokersów. Zarówno pod klatką, jak i w fast foodach małolatom chodzi o towarzyskie szlify.

- Przyjdą, przyjdą. Będzie Jarek z kuzynem. Ten, co wypasionym civikiem jeździ. Tylko mu się nie pucuj. Ja go wyhaczę, jasne? - swojska Britney zaznacza wskazującym palcem z brokatem na paznokciu. Jej koleżanka, przaśna Jenifer w różowych okularach, przerywa siorbanie z monstrualnego kubka i uspokaja: - Nie moja półka. Od miesiąca tylko w hiphopowców się wbijam. Zapadają w milczenie, celebrują picie, tylko co chwila odwracają się czujnie lustrując salę. Wchodzi wychudzony mężczyzna w wypłowiałym płaszczu - komentują, chichoczą. Wchodzą oczekiwani kolesie - sztywnieją jakby siadły nagle na szpilkach. Obie nerwowo zasysają słomki. - Sięmanello foczki - rzuca przybyły w czarno-odblaskowej, skórzanej marynarce. Klepie Britney w plecy, wyciąga grabę do Jenifer i krzepko potrząsa jak toporną grzechotką - obie chichoczą. Nie jest źle. Drugi w postawionych kolcach z tlenionych włosów idzie po hamburgery. Ma białą, pikowaną á la baleron kurtkę. Wraca, zatapia zęby w bule. Widać jeszcze obcy, bo milczy. Laski świergoczą o ostatnim reality show, luzak w skórze ciągle buczy coś o swoim kinie domowym. Jest dobrze.
Dodatki do artykułu Co tu zjemy?
Polski fast food?
Dieta fast