Uwaga! Ta strona używa plików cookies i podobnych techonologii (kliknij aby poznać politykę plików Cookies)
Akceptuj i zamknij
Artykuły: Zakupy ze Sławomirem Wiatrem
Udostepnij
Artykuły: Zakupy a sprawa Orlenu PRO-TEST: Nr 10 (48) październik 2005
 Zakupy ze Sławomirem Wiatrem Zakupy ze Sławomirem Wiatrem Zakupy a sprawa Orlenu Gdzie i jak wydaje swoje pieniądze? Czy umie gotować? Jaki sport go kręci? Czy ufa mediom? Co myśli o członkach komisji śledczej ds. Orlenu? Czy przyjaźni się z Kuną i Żaglem? Z kim wyjeżdża na narty? Czy jest szczęśliwym człowiekiem?


Świat Konsumenta: Lubi Pan robić zakupy?
Sławomir Wiatr: Umiarkowanie. Nie lubię robić zakupów ze swoją żoną, która, jak większość kobiet, lubi kupowanie. Polega to na tym, że ona penetruje, wybiera najlepsze produkty, jakie są w ofercie. Ta część zakupów najbardziej mnie irytuje. Nie mam cierpliwości do biegania od sklepu do sklepu, do wybierania i mierzenia. Ale cieszy mnie kupienie czegoś. A jeżeli od czasu do czasu trzeba sobie coś kupić, na przykład koszulę, buty, garnitur czy sprzęt sportowy, postępuję dosyć standardowo. Mam swoje punkty, w których kupuję i koniec. Na przykład garnitur kupuję albo Bossa albo Pierre Cardin w zależności od tego, co mi bardziej pasuje. I nie robię z tego ceregieli.

ŚK: Nie robi Pan zakupów spontanicznie?
SW: W zasadzie spontanicznych zakupów nie robię... poza księgarnią.

ŚK: Kieruje się Pan marką?
SW: Nie mam hopla na punkcie metki, ale staram się kupować produkty przyzwoitej jakości wierząc w to, że między znakiem firmowym a jakością istnieje jakaś korelacja.

ŚK: Widzę, że zakupy to dla Pana prawdziwa trauma. A gdzie przyjemność?
SW: No nie. Jedyna przyjemność, jaką mam, to kupowanie sprzętu sportowego typu narty, rower i wszystko, co jest z tym związane. Ale to są rzadkie zakupy.

ŚK: Na jakich nartach Pan jeździ?
SW: Jeździłem na wielu. Teraz jeżdżę na Salomonach, a buty mam Lange. Ale najfajniej kupowało się za czasów realnego socjalizmu. Marzeniem były tak zwane metalowe narty, na przykład Rysy, kupowane w składnicy harcerskiej. Nie przyzwyczajam się do nart. Staram się tylko nie być snobistycznym idiotą i kupuję narty z poprzedniego sezonu bardzo dobrej klasy za pół ceny.

ŚK: Kupuje Pan w Polsce czy za granicą?
SW: Sprzęt narciarski kupuję tylko za granicą. I nie tylko sprzęt. Przeraża mnie fakt, że tam jest taniej niż w Polsce. Garnitur Armaniego jest o kilkanaście procent droższy w naszym kraju.

ŚK: Kieruje się Pan reklamą?
SW: Bardzo umiarkowanie. Staram się nie kierować reklamą, ale ci, co robią reklamę, wiedzą i mają instrumenty do tego, żeby sprawdzić, że ona działa. Więc wszyscy poddajemy się jej mniej lub bardziej świadomie.

ŚK: Pana ulubiona reklama?
SW: Jest jedna reklama, która mi się szalenie podoba - to reklama piwa Żywiec w klimacie mazurskim. Zwłaszcza, że kocham Mazury i spędzam tam masę czasu.

ŚK: A najgorsza reklama?
Ja nie mam nic wspólnego z aferą Orlenu poza stacją benzynową, na której tankuję.
SW: Irytują mnie reklamy radiowe. Bo one polegają zazwyczaj na tym, że ktoś jest idiotą poniżej standardów intelektualnych przeciętnego obywatela. I chyba to wszystkim pasuje, bo wiemy, że większość z nas, Polaków, ma problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego - to tak zwany funkcjonalny analfabetyzm.

ŚK: Ma Pan zaufanie do telewizji?
SW: Tak jak do całego świata dziennikarskiego.

ŚK: Ma Pan?
SW: Nie.

ŚK: Dlaczego?
SW: Nie mam dlatego, że istnieje naturalne dążenie w tej branży do powierzchowności i uproszczenia. Dziennikarstwo jest powierzchowne z natury i goni za sensacją. A życie jest bardziej skomplikowane i złożone.

 ŚK: Prasa skrzywdziła Sławomira Wiatra?
SW: Tak. I to całkiem niedawno, na początku tego roku. I miałem wielkie szczęście, że publicznie mogłem zakwestionować te wszystkie bzdurne tezy, które wysuwano pod moim adresem. Na przykład słowa posła Macierewicza, który mówił - chyba w telewizji Trwam i Radiu Maryja - że będzie przesłuchiwał szefa mafii wiedeńskiej, a także inne próby tego typu, które były obrzydliwe i nawet nie było ku tym tezom przesłanek, poza tym, że w dwóch firmach, w których mam udziały, mają także udziały ludzie, u których pracował Ałganow, co samo w sobie nie jest zbrodnią. Poprzez moją osobę chciano uderzyć w środowisko prezydenta i SLD.

ŚK: Odbiła się na Pana życiu prywatnym tak zwana afera Orlenu?
SW: Ja nie mam nic wspólnego z aferą Orlenu poza stacją benzynową, na której tankuję. Moje przesłuchanie to było kuriozum. Ta cała komisja nie wiedziała, o co mnie pytać. A ja się dobrze przygotowałem, bo jestem niezłym warsztatowcem. Wiedziałem o nich wszystko, a oni o mnie nic. Wiedzieli tylko, że od 1990 r. z Kuną i Żaglem mieliśmy Billę i mamy udziały w jednej spółce. Wiedzieli też, że znam bardzo dobrze pana prezydenta i jego żonę i cały establishment SLD. Z tej wiedzy próbowano stworzyć coś, co wyszło pokracznie i śmiesznie. Nawet przez moment nie miałem poczucia, że zadano mi jakieś kłopotliwe pytanie. Dla mnie kłopotliwe. Natomiast oni byli w kłopocie.

ŚK: Kuna i Żagiel to Pana przyjaciele?
SW: Nie. Koledzy biznesowi.

ŚK: Ciężko było podczas przesłuchania?
SW: Samo wezwanie mnie przed komisję było taką polityczną hucpą i prowokacją. Nie padło ani jedno pytanie o Orlen. Nawet nie pytali, gdzie tankuję. Przeprowadziłem sobie analizę pięciu facetów.
Jakby pan wszedł do sejmu i popatrzył się na posłów, to ogromna ich część wygląda jak półtorej nieszczęścia. Są jacyś wytłamszeni, nieestetyczni i zatłuszczeni.
Wassermann jest człowiekiem niezwykle mętnym w formułowaniu swoich myśli i wbrew temu, że używa dużo słów, dużo retoryki, kończy tezami, a nie pytaniem i raczej jest facetem niepewnym siebie. Z czego to wnioskuję? On się cały czas za czymś kryje. Albo za okularami, albo za papierami, albo ręką zakrywa usta. Najwidoczniej ma bardzo duże problemy ze sobą.
O Macierewiczu wiedziałem, że jest w gorącej wodzie kąpany i zapyta mnie o moje oświadczenie lustracyjne. Jako młody człowiek współpracowałem z wywiadem, przyznałem się do tego dobrowolnie i nie ma w tym żadnej sensacji. A o co on może innego pytać?
Grzesik. Wiedziałem, że będzie mnie pytał o moje prywatne relacje z Kwaśniewską. Przez kilka lat wyjeżdżaliśmy z prezydentową i jej córką na narty. Oczywiście była tam również i moja żona. Poseł Grzesik ma swoją specjalizację.
Dzisiaj wiarygodność tej komisji jest żadna.

ŚK: No to teraz dla rozluźnienia porozmawiajmy o czymś innym. Gotuje Pan?
SW: Bardzo lubię. Mam kilka swoich potraw. Robię, moim zdaniem, najlepsze na świecie spaghetti - jest to moje kultowe danie i wszyscy się nim zajadamy. Robię również przepyszną polędwicę w czerwonym winie. Z potraw plebejskich lubię robić klopsy, no i wiele innych.

ŚK: Lepiej Pan gotuje czy żona?
SW: Różnica między nami polega na tym, że ja lubię, a ona nie lubi tego robić.

ŚK: Ma Pan zaufanie do polskich produktów?
SW: Zdecydowanie tak. Ale pod warunkiem, że są dobre.

ŚK: Lubi Pan wydawać pieniądze?
SW: Umiarkowanie. Znam ludzi, którzy uwielbiają wydawać pieniądze, ale ja do nich nie należę. Mam szacunek dla pieniądza. Nie cenię sobie postaw nowobogackich, które polegają na szastaniu i demonstracji zasobności portfela.

ŚK: Często robi Pan prezenty?
SW: Raczej nie za często. Jeżeli są okoliczności, to i owszem. Czasami są ""popełniane"" inwestycje w żonę. Można nazwać to prezentem albo wspólną inwestycją. Prowadzimy wspólną kasę i zarządza nią moja żona, a nie ja.

ŚK: Jak ocenia Pan kulturę polityków?
SW: Bardzo trudno jest uogólniać, ale generalnie rzecz biorąc większość polityków to ludzie bardzo niechlujni. Jakby pan wszedł do sejmu i się na nich popatrzył, to ogromna ich część wygląda jak półtorej nieszczęścia. Są jacyś wytłamszeni, nieestetyczni i zatłuszczeni.

 ŚK: Najlepiej ubrany polityk to...?
SW: Niewątpliwie taką osobą jest Andrzej Olechowski. No i Donald Tusk. Prezydent jest zawsze elegancko ubrany. Są tacy, którzy mają własny styl, na przykład Rokita: za duża o dwa numery marynarka plus kapelusz.

ŚK: A najbardziej niechlujni politycy?
SW: Większość posłów z Samoobrony celuje w niechlujności. Spodnie wyprasowane, oprócz tych Leppera, należą do rzadkości. Również posłowie PSL nie mają szacunku do własnego wyglądu. Totalny brak potrzeby estetycznej.

ŚK: Kultura Polaków...
SW: ...Dla ogromnej części kultura jest niedostępna. Wielkim ograniczeniem są tutaj pieniądze. I powstaje pytanie: Czy fakt, że nie chodzimy masowo do kina i do teatru, nie kupujemy książek i gazet wynika z niskich potrzeb intelektualnych Polaków czy z tego, że bilety do kina dla całej rodziny to nie wydatek tylko inwestycja?

ŚK: Ulubiona książka?
SW: W dzieciństwie oczywiście ""Chłopcy z placu broni"". Nie zaczytuję się w literaturze pięknej, ten etap mam już za sobą. Natomiast uwielbiam literaturę faktu na pograniczu współczesności i nieodległej historii. Zaczytuję się w literaturze związanej z funkcjonowaniem systemów totalitarnych.

ŚK: Kim tak naprawdę jest Sławomir Wiatr?
SW: Jestem wolnym człowiekiem, który może robić to, co chce, kiedy chce.

ŚK: Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
SW: Nie wiem. Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze kilku rzeczy. Pewności jutra...

Dodatki do artykułu Sławomir Wiatr